"Marika z Arendelle"

Prolog


Zaczął się kolejny rok w Ever After High- szkole, gdzie dzieci słynnych bohaterów z bajek, przygotowują się do kontynuacji historii swoich rodziców.
Na porcelanowej posadzce szkolnego korytarza, stanął właśnie pantofelek kolejnej uczennicy, rozpoczynającej naukę w bajkowym liceum. Miała na sobie śnieżnobiałą pelerynkę z kapturem, który całkowicie przysłaniał jej twarz.
Nagle w korytarzy rozległ się dźwięk ze szkolnego radiowęzła:
"Wszyscy uczniowie proszeni są, o natychmiastowe stawienie się w auli."
Dziewczyna w pelerynce rozejrzała się i ruszyła za grupką uczniów do wyznaczonego miejsca.
W sali ze sceną "nowa" usiadła obok dwójki chichotających dziewczyn. Założyła nogę na nogę i zaczęła wsłuchiwać się w ich rozmowę.
- Słyszałam, że do naszej szkoły doszła nowa uczennica, która będzie pierwszą dziedziczką jej bajki.- zaczęła dziewczyna z blond włosami.
- Tak, też to słyszałam. A jej historia jest odjazdowa!- mówiła z entuzjazmem brunetka z różowymi pasemkami.
- Myślisz, że słyszała o Rebelsach?
- Na pewno! Przecież to nowość w całym bajkowym świecie. Myślisz..?
- Nie. Ona na pewno nie przejdzie na ich stronę.
- A skąd taka pewność?
- Bo księżniczka z tak czarrewelacyjną historią nie mogłaby nie chcieć jej kontynuować.- odpowiedziała z całą pewnością w głosie.
Dziewczyna w pelerynce odchrząknęła. Rozgadane księżniczki spojrzały po sobie, a następnie  wzrok skierowały na drobniutką postać, siedzącą obok nich.
- Cześć, jestem Apple White. Córka Śnieżki.- przywitała się blondynka, po czym wskazała na koleżankę obok- A to moja przyjaciółka po wieki- Brair Beauty. Córka Śpiącej Królewny. A ty jesteś..?
- Ja jestem Marika.- odpowiedziała niepewnie, ale jej głos zanikł w pisku mikrofonu, znajdującego się na mównicy, do której właśnie podszedł dyrektor Grimm i uśmiechnął się do uczniów.


Rozdział 1
Widok wszystkich uczniów skierowany był na elegancko ubranego mężczyznę.
- Witajcie. Zebrałem tu was, ponieważ chcę serdecznie powitać pewną uczennicę.- syrektor spojrzał w jakiś punkt, a po chwili ciszy wziął głęboki oddech i kontynuował- Po raz pierwszy od 100 lat mamy szansę uczyć taką księżniczkę. Jej mama dopiero nie dawno stworzyła historię i powstała nowa baśń. Teraz jej córka będzie po raz pierwszy powtarzać tą opowieść. Powitajmy oklaskami Marikę z Arendelle.
Uczniowie zaczęli klaskać, bez większego zainteresowania.
Dziewczyna w pelerynce po cichy wstała i powoli poszła w kierunku sceny. Apple White od razu otworzyła buzię ze zdziwienia. W całej sali ucichły oklaski i nastała cisza.  Było słychać stukanie butów księżniczki, zrobionych z kryształu lodu o porcelanową podłogę w auli. W końcu dziewczyna weszła na scenę.
Uczniowie zobaczyli tylko śnieżnobiałą pelerynkę, sięgającą bioder, założoną na drobną dziewczynę i kaptur, przysłaniający jej twarz, spod którego wychodziły pasma ciemnych włosów. Marika chwyciła za kaptur i delikatnie go osunęła, odsłaniając przy tym swoją twarz. Setkom par oczu ukazała się bajkowa twarz: duże, ciemnobrązowe oczy, mały, zadarty nosek i usta czerwone jak krew. Księżniczka wyprostowała się, spojrzała na setki par oczu, wpatrzonych w nią jak w obrazek i delikatnie się uśmiechnęła.
Dyrektor Grimm wręczył jej mikrofon, a ona ujęła go w obie ręce i przysunęła do ust.
- Bardzo się cieszę, że chodzę do tej szkoły.- zaczęła niepewnie i odsłoniła w uśmiechy swoje śnież no białe ząbki.- Mam na imię Marika i mam 16 lat. Jestem córką Elsy i jednocześnie kolejną następczynią tronu Arendelle. Mam nadzieję, że będę się tu dobrze czuć.
- To na pewno.- przerwał jej dyrektor i wyrwał z jej rąk mikrofon.- A teraz usiądź na swoje miejsce.
Marika posłusznie zbiegła ze sceny i usiadła na krześle obok Apple i Brair.
W szkole rozległ się dźwięk dzwonka, który ogłaszał nadejście długiej przerwy.
- Ym... Marika? Chciałabyś z nami pochodzić na przerwie?- zasugerowała Apple White
- Z wielką przyjemnością.- odparła już z większą pewnością.

~ <3 ~

Drzwi wejściowe do liceum otworzyły się z trzaskiem, a w nich stała, ubrana zupełnie na czarno, nastolatka z niesmakiem na ustach. Na dworze niebo zakryły ciemne chmury, ptaki przestały ćwierkać, a zamiast nich dało się słyszeć głośne grzmoty. Wszyscy uczniowie zamarli i ze strachem wpatrywali się w nowo przybyłą uczennicę.
Marika wyglądała na najbardziej wystraszoną. Zapiszczała i schowała się za plecami pewnego chłopaka. Był o wiele wyższy od niej, więc doskonale się mogła schować. Skulona, trzęsła się ze strachu. Nagle chłopak odwrócił się do niej.
- Co ty wyprawiasz?- zaśmiał się
Marika zerwała się na równe nogi i wyprostowała się dumnie.
- Ja? Nic takiego...
- Piszczenie i chowanie się za ludźmi to nic takiego?- nie ustępował i uśmiechnął się przyjacielsko.
- Ojej, troszkę się... wystraszyłam.- zaśmiała się
- Jestem Dorian. Dorian Andersen.- wyciągnął rękę na przywitanie, a w jego pełnych ciepła, piwnych oczach odbijała się postać dziewczyny.
- Ja jestem Marika. Ta z Arendelle.- ścisnęła rękę chłopaka
- Nie jest ci zimno?- zaniepokoił się i chwycił dłoń dziewczyny w obie ręce, chcąc ją ogrzać.
- Nie, spokojnie.- Marika wyjęła rękę z dłoni chłopaka- To przez tę moc.
- Jaką?- zaciekawił się
Marika przewróciła oczami i z jej dłoni wyleciało  kilka płatków śniegu. Chłopak otworzył buzię ze zdziwienia.
- Wow! Ty jesteś magiczna.
- A to jeszcze nic. W przyszłości będę musiała wyczarować zimę stulecia.- westchnęła ze smutkiem
- Cisza!- ich rozmowę przerwała dziewczyna ubrana na czarno.
Zaczęła przechadzać się po korytarzu.
- Proszę, proszę, proszę. Jak ja uwielbiam takie przestraszone miny.- zaśmiała się szyderczo
- Calista! Kupe lat!- wykrzyknęła ze szczęścia Brair i wyszła na przeciwko niej.
- Co się tak cieszysz?- zirytowała się
- No wiesz: Dobrze jest mieć przyjaciół blisko siebie, a wrogów jeszcze bliżej.- zakpiła brunetka
- Uważaj na to co mówisz!- wykrzyknęła córka czarownicy i popchnęła Brair do ściany trzymając swoją różdżkę na jej karku.
- Calista, kochana...- próbowała mówić Brair, lecz z każdym słowem jej wróg coraz to bardziej zaciskał jej gardło.
- Spróbuj odezwać się jeszcze słowem, a nie dożyjesz dnia dziedzictwa.
Córka czarownicy postawiła swoją magiczną laskę na ziemi i oddaliła się przeszywając wszystkich uczniów swoim zimnym wzrokiem.
- Kto to był?- Marika była bliska płaczu, a z jej palców uleciało kilka płatków śniegu.
- Nie mam poję
- To była Calista- córka czarownicy, która zaczarowała wrzeciono w baśni "Śpiąca Królewna".- wtrąciła się Apple- Lepiej się z nią nie zadawać.
- Po tej scenie, nawet nie mam najmniejszego zamiaru.
- Ja też.- przyznał chłopak
- Idę pomóc Brair dojść do siebie. Idziesz Marika?
- Nie. Ja tu zostanę. Ty znasz ją lepiej.
Apple szybko pobiegła do przyjaciółki, a wszyscy uczniowie rozeszli się. Nawet Marika i Dorian woleli odejść od miejsca "wypadku".

~ <3 ~

- Jak tak mogła potraktować Brair Beauty.- dziwił się Dorian, gdy wyszli na trawnik, przed szkołą
- Tak, ja sama tego nie rozumiem. Naprawdę nie na widzi swoich wrogów. A tak w ogóle, to do której klasy chodzisz?
- Do 1A.
- Tak samo jak ja.- ucieszyła się Marika
- Ale upał, chodź, schowamy się w cieniu drzewa.
Marika wnet wyczarowała lody jogurtowe.
- Proszę.- podarowała z uśmiechem jednego koledze
- Ty jesteś niesamowita.- pochwalił ją Dorian
- Nie przesadzaj. Skoro mam taką moc, to po co ją marnować i korzystać z niej dopiero, jak będę powtarzała historię mojej mamy?
Usiedli na miękkiej trawie, o kolorze soczystej zieleni i oparli się o wielki dąb, na którym wyryte było serce, a w nim inicjały "A+H".
Marika usadowiła się i spojrzała na Doriana.
- Co?- zapytał po krótkiej chwili ciszy.
- Nic takiego.- Marika natychmiast spuściła wzrok
- Co lubisz robić?
- Ale w jakim sensie?
- Jakie jest twoje hobby?- zaśmiał się
- Cóż, wiele tego jest. Przede wszystkim śpiew, później balet, jazda konna, rysowanie, projektowanie, pisane książek...
- Ja też piszę książki.- ucieszył się
- Jakie?
- Najróżniejsze. Zaczynając od przygodowych, przez kryminały, po obyczajowe.
W szkole zabrzmiał dzwonek.
- Idę na lekcję Princessologii. Spotkamy się na przerwie?
- Oczywiście.- odparł Dorian i poszli do swoich sal.

Rozdział 2
- I właśnie tak należy machać do swoich poddanych.- instruowała Pani Jej Wysokość, Biała Królowa, przechadzając się po szklanej posadzce, jednej ze szkolnych sal.
Wszystkie uczennice zebrane na lekcji w skupieniu powtarzały każdy ruch nauczycielki. Stanęła i spojrzała na księżniczki. Nagle jej uwagę przykuła pewna uczennica.
- Calista, prawda? Czy nie powinnaś być na zajęciach czarnoksięstwa?
- Przeszkadza ci coś?- zaczęła złościć się
- Proszę się do mnie nie zwracać jak do koleżanki.
- Grrr...
- Jesteś córką czarownicy.- kontynuowała nauczycielka- A lekcje Princessologii są dla księżniczek.
- Dosyć!- wykrzyknęła i skierowała swoją czarną laskę na nauczycielkę, a po chwili z laski wypłynęły zielone płomienie, które trafiły w kobietę.
Calista ze złośliwym uśmieszkiem podeszła do leżącej na ziemi nauczycielki i przyłożyła ostrą częścią laski do polika.
- Jeszcze coś ci przeszkadza w moim pochodzeniu?- wyszeptała jej do ucha
- Nie, absolutnie nic.- wydukała przestraszona nauczycielka
- No i lepiej, żeby to zdarzenie nie wyszło na jaw.- mówiąc to, ostrym końcem laski przecięła nauczycielce polik, z którego wyleciało kilka kropel krwi.- A to taka mała pamiątka ode mnie.- zakończyła, uśmiechnęła się słodko i wyszła z sali.
Wszystkie księżniczki z wrzaskiem zaczęły uciekać z sali. Marika ze strachem patrzyła na półżywą nauczycielkę i ze strachu nie była w stanie zrobić nawet kroku.
- Uciekajmy stąd Marika.- za rękę pociągnęła ją córka łabędzia i wyciągnęła ją z sali.
- Dzięki Duchass... Zaraz! Ty nie jesteś Duchess Swan.
- Racja. Nazywam się White Swan.- mówiąc to księżniczka ukłoniła się
- Jesteś rodziną Duchess?
- Tak, jestem jej... siostrą.- wyjaśniła skromnie
- Duchess nie mówiła, że ma siostrę.
- Proszę, proszę. Widzę, że o mnie rozmawiacie.- wtrąciła się córka Odetty, która właśnie wyłoniła się zza drzwi.
- Czemu nikt nie wie, że masz siostrę-mnie?
- Bo nie muszą wiedzieć. W ogóle co ty robisz w Ever After High?
- Mama mnie tu zapisała, a raczej niania.
- Nie macie mamy?- zaciekawiła się Marika
- No pewnie, ,że nie mamy. Przecież umarła na koniec historii.- wytłumaczyła zirytowana Duchess
- A no tak. Przepraszam.
- Nic nie szkodzi. Jesteśmy już przyzwyczajone do życia bez rodziców.- uspokoiła ją White. Po czym wraz z siostrą zmieniły się w łabędzie i odleciały.

~ <3 ~

Na przerwie Marika spotkała się z Dorianem i opowiedziała mu całe zdarzenie z lekcji Princessologii.
Chłopak był rozwścieczony.
- Ona się posuwa za daleko.
- I tak nic jej nie możemy zrobić.
- Możemy powiedzieć dyrektorowi Grimmowi.- uznał Dorian i skierował się w stronę pokoju dyrektora i poszedł.
- Czekaj!- Marika pociągnęła go za rękę- Nie możemy.
Chłopak spojrzał na nią zdezorientowany.
- A to niby czemu?
- Wyobrażasz sobie co Calista z nami zrobi, jeśli się dowie?- tłumaczyła przerażona
- Spokojnie, nic się nie dowie.- chłopak wyzwolił się z ucisku dziewczyny
- A jeśli? Nie narażajmy się. Proszę.- ciemne, piwne oczy zaiskrzyły jej z nadzieją.
- No dobrze.- zgodził się w końcu Dorian
Marika odetchnęła z ulgą. Oczy jej pojaśniały.
- Dziękuję.
Wspólnie poszli do dormitorium, żeby zobaczyć z kim dzielą swoje pokoje. Księżniczka z Arendelle nie mogła się doczekać się, aż pozna swoją współlokatorkę. Mimo to, postanowiła pójść najpierw do pokoju Doriana.
Na drzwiach widniała plakietka z napisem DORIAN ANDERSEN & HUNTER HUNTSMAN. Chłopak przekręcił czarną, zdobioną klamkę, a drzwi otworzyły się na oścież. W pokoju wyglądało jak w lesie. Fototapeta z motywem lasu, pod sufitem poprzyczepiane liście i gałęzie, gdzie nie gdzie porozrzucane szyszki.. Syn myśliwego czuł się jak w domu, jednak Dorian nie wyglądał na zadowolonego.
- Siema Dorian. Fajnie, że w końcu mogę cię poznać.- przywitał się Hunter, który siedział na swoim łóżku i strugał kolejny łuk.- Jak ci się podoba pokój? Sam go urządzałem.
- Widać!- burknęła pod nosem Marika i zachichotała
- Jest... ym.... Inaczej go sobie wyobrażałem.
- Spokojnie. Pomyślałem o tobie i po twojej stronie pokoju wstawiłem biurko. Nie wiem jakie drewno lubisz, więc wybrałem sosnę.
- Dzięki.- Dorian starał się być miły
- To może... ja już was zostawię samych i pójdę poszukać swojego pokoju.
- Iść z tobą?
- Nie. Zapoznaj się z Hunterem i rozgość się.
- Ok.
- To twoja dziewczyna?- zapytał gdy Marika wyszła z pokoju
- Co? Nie! To tylko koleżanka.
- Ok.
Dziewczyna zamknęła po cichu drzwi i podeszła szybko do mapki dormitorium. W końcu znalazła numer 22- jej pokoju. Swoim LustroPhonem zrobiła zdjęcie mapki i potruchtała na samą górę prawego skrzydła. Po przebiegnięciu kilku dziesięciu schodów, stanęła na najwyższym piętrze, próbując złapać oddech. Na tym samym piętrze znajdowały się tylko dwa pokoje. Na drzwiach od pierwszego pokoju widniał napis HOLLY I POPPY O'HAIR. Dziewczyna odwróciła się i z nadzieją spojrzała na kolejny napis. SNOW PRINCESS I MARIKA ARENDELLE. Tak- to ten pokój! Nacisnęła pozłacaną klamkę, a drzwi z łatwością otworzyły się, jakby ślizgały się po tafli lodu.
Faktycznie.
W pokoju, tam gdzie powinna być podłoga, znajdowała się tafla lodu. Drzwi z wewnętrznej strony były całkowicie ośnieżone. Ściany pokoju migotały się jak świeży, puszysty śnieg. Pościele były śnieżnobiałe, tak samo, jak puchaty dywanik włożony między dwa łóżka. Marika z uśmiechem przyglądała się całej tej scenerii.
- Widzę, że podoba ci się urządzony, przeze mnie pokój. -uśmiechnęła się przyjaźnie stojąca przy oknie blada postać.- Snow Princess, córka królowej śniegu.- wyciągnęła rękę na powitanie
- Marika Arendelle. Córka Elsy.- wyciągnęła rękę na powitanie rękę w rękawiczce i uścisnęła rękę koleżanki- Lubię takie klimaty.
- Wiem.- ucieszyła się- poczytałam trochę o twojej historii. Kompletnie nie wiedziałam, kogo mam się spodziewać.
- Dobrze, że mamy podobny gust.- wywnioskowała córka Elsy i usiadła na swoim łóżku.
Przez resztę dnia rozmawiały i próbowały się lepiej poznać.
Jeszcze przed zaśnięciem Marika otrzymała SMS od Doriana.
DORIAN: Zadowolona ze współlokatorki? :-)
MARIKA: Jest bardzo fajna. Jest córką królowej śniegu, więc dobrze się dogadujemy. A jak u ciebie? ;-)
DORIAN: Hunter nie jest taki zły. Poszliśmy na kompromis i mogę sam urządzić swoją połowę pokoju ^.^
Marika uśmiechnęła się sama do siebie. Już po kilku sekundach polubiła chłopaka. Szczególnie lubiła jak patrzył na nią swoimi dużymi, ciemnymi oczami i uśmiechał się przyjacielsko. Ona wtedy odpowiadała mu tym samym uśmiechem. Jeszcze nigdy nie zakolegowała się z żadnym chłopakiem, więc nie wiedziała z początku jak ma się przy nim zachowywać. Po kilku minutach rozmowy czuła, że może mu powiedzieć o wszystkim.
Położyła się na łóżku, przyłożyła głowię do aksamitnej poduszki i zasnęła.
Musiała się dobrze wyspać, bo dyrektor chce jutro z samego rana zrobić próbę do Dnia Dziedzictwa. Po występku Raven Queen woli szkolić uczniów już od pierwszej klasy.

Rozdział 3
Wszyscy uczniowie pierwszych klas zebrali się w auli na próbie Dnia Dziedzictwa. Wśród uczniów znajdowała się też Calista, która z uśmiechem na twarzy siała popłoch wśród strachliwych księżniczek. Marika, wraz z Snow i Dorianem poszli na drugi koniec kolejki, czyli... na sam początek.
- Zebrałem was tutaj, żebyście już dzisiaj zaczęli się uczyć jak należy zachować się podczas przyjęcia swojego przeznaczenia.- przemówił do wszystkich Milton Grimm przez megafon- W Dniu Dziedzictwa, kiedy staniecie przy księdze Legend i wypowiecie swoje imię, pojawi się przed wami magiczny klucz. Włożycie go do zamka w Księdze i przekręcicie go o trzydzieści stopni w prawą stronę. Następnie wyprostujecie się i ogłosicie wszem i wobec swoje przeznaczenie. Na próbach nie będziemy oczywiście korzystać z autentycznie Księgi Legend. W zamian- powiedział, z hukiem opuszczając na podium grube, stare tomisko- użyjemy regulaminu szkolnego.
Marika zaczęła zastanawiać się ile podpunktów musi liczyć sobie cały regulamin.
- Mariko, może ty zaczniesz?
Księżniczka skinęła i weszła po schodach na samą górę podestu, stając obok Miltona Grimma.
- Mariko, zaczynaj.- mówiąc to zszedł z wielkiego na dwa piętra, marmurowego podestu, by przyjrzeć się próbie z miejsca widzów.
Marika podeszła bliżej "Księgi Legend", wyprostowała się i zaczęła mówić.
- Nazywam się Marika Arendelle i przysięgam iść w ślady mojej mamy- Królowej Arendelle i wypełnić moja przeznaczenie.
- Bardzo dobrze.- pochwalił ją dyrektor, przez megafon- Kto następny?
Marika uśmiechnęła się i w podskokach zeszła z podestu. Tuż za nią w kolejce stała Snow Princess.
- Nazywam się Snow Princess i przyrzekam zostać kolejną Królową Śniegu, wypełniając tym samym moje przeznaczenie.
Później po schodach niepewnie wkraczał Dorian.
- Nazywam się Dorian Andersen i ten... przyrzekam powtórnie pisać wszystkie baśnie, by nikt o nich nie zapomniał.
Tak samo przedstawiali się kolejni uczniowie: Zła siostra Kopciuszka, Mała Syrenka, Wróżka Zębuszka, Piękna z baśni "Piękna i Bestia"... W końcu nadszedł czas na najgorsze.
Na marmurowej posadzce postawiła nogę Calista Queen.
- Nazywam się Calista Queen- mówiła z grozą- i przyrzekam iść w ślady mojej mamy i szerzyć zło na świecie.
- Wystarczy, jak po prostu sprawisz, by Śpiąca Królewna pogrążyła się w 100 letnim śnie.- przerwał jej dyrektor.
Calista rzuciła mu ostre spojrzenie, lecz on nawet nie drgnął, z powagą obserwował jej każdy ruch. W końcu córka czarownicy zeszła z podestu i z impetem pobiegła do swojego pokoju. Po opuszczeniu sali przez Calistę, uczniowie ponownie wchodzili i wygłaszali swoje formułki.
Milton Grimm był zadowolony z przebiegu próby. Nikt nie zadawał zbędnych pyt
- Panie dyrektorze!?
- Eh, tak? O co chodzi?
- A co się stanie, skoro Raven Queen nie podpisała Księgi Legend?- na podeście stała mała dziewczyna, która miała zostać jednym z "Siedmiu Krasnoludków Królewny Śnieżki".
- Dopilnuję, aby w tym roku podpisała Księgę Legend.- odparł spokojnie Grimm
Gdy wszyscy uczniowie skończyli składać przysięgi dyrektor wszedł na podest i zaczął przemawiać.
- Dziękuję, że zjawiliście się na próbie. Dzięki niej wiecie mniej więcej jak to będzie wyglądać. Możecie rozejść się do swoich pokoi.
Odpowiedziały mu oklaski, a po kilku sekundach aula była pusta.

~ <3 ~

Marika wracała długim korytarzem do dormitorium, gdy zobaczyła Calistę, która próbowała skrzywdzić kolejną księżniczkę. Była nią Swan. Córka Elsy stała jak wryta i nie wiedziała co zrobić. Przez jej głowę przebiegły tysiące myśli.
- Jeszcze raz zakpij sobie ze mnie, a wypalę ci tą twoją słodziutką twarzyczkę.
- Ale twoje ubrania naprawdę nie są już na czasie.- odpowiedziała Snow ignorując groźbę czarownicy.
- Ty mała!- Calista rzuciła się ze swoją laską na córkę Królowej Śniegu.
Marika nic nie myśląc wyprostowała ręce w przÓd, a z jej dłoni wyleciało kilka, rozpędzonych sopli lodu. Jeden z nich przefrunął tuż obok nosa czarnej dziewczyny. Zrobiła się cała czerwona i skierowała różdżkę w stronę Mariki. Ta spróbowała jeszcze raz powtórzyć zaklęcie. Tym razem ręce i nogi czarownicy znalazły się w wielkim krysztale lodu.
- No. I od razu lepiej wyglądasz.- zakpiła Snow, po czym podbiegła do koleżanki- Dzięki. Gdyby nie ty, już dawno by mnie tu nie było.
- Uciekajmy stąd. Zaraz lód się roztopi.- wyszeptała Marika i wspólnie potruchtały do swojego pokoju.
Gdy wróciły do pokoju Marika siedziała przy komputerze. Miała otworzoną TwarzKsięgę i musiała rozmawiać z kimś bardzo fajnym, ponieważ co chwilę cicho chichotała. Snow natomiast stała przy lustrze i zakładała po kolei każdą sukienkę.
-Yyy, co ty robisz?- zdziwiła się Marika, gdy wreszcie odwróciła wzrok od ekranu komputera.
- Przymierzam sukienki. Idziesz dziś na imprezę z okazji rozpoczęcia roku szkolnego?
- Impreza? Mie, dzięki. To nie moje klimaty.
- Ej, no weź, przestań! Trzeba się zabawić zanim zaczniemy powtarzać nudne historie naszych rodziców.
- Maja historia nie jest nudna.- opierała się Marika
- Ahh... Proszę, chodź.
- Nawet nie mam w co się ubrać.
- Przestań! Na pewno coś znajdziemy. A nawet jeśli, to zawsze możemy iść jeszcze do sklepu.
Marika skrzywiła się w zamyśleniu.
- No dobrze.
- Może poznamy jakiegoś fajnego księcia.- ekscytowała się Snow
- Nie przesadzasz trochę? Przecież to tylko zwykła impreza.
- Zwykła impreza z wieloma cudnymi książętami.
- Co się robi na takiej imprezie?
- Jak to co? Pytasz się jakbyś- Snow przerwała i szeroko otworzyła oczy- Ty nigdy nie byłaś na imprezie! Ale historia.
- Nie wszyscy muszą to wiedzieć. W ogóle jak miałam chodzić na imprezy, jak przez cały czas byłam zamknięta w pałacu?
- No dobra, to skoro to twoja pierwsza impreza- musisz wyglądać bajecznie.
Marika wraz z koleżanką podeszły do szafy i zaczęły przeglądać wszystkie ubrania.
- Ta sukienka jest cudna! Załóż ją.
Marika zrobiła to co kazała jej koleżanka. Gdy Snow miała już założoną swoją białą sukienkę, poszły do pokoju obok- do Roszpunek i poprosiły Poppy O'Hair, by zrobiła im fryzury. Poppy z przyjemnością zrobiła im czarrewelacyjne fryzurki- jest urodzoną fryzjerką, a Holly zrobiła im bajeczny makijaż. Po tych całych zabiegach były gotowe na imprezę.
W drodze na salę, gdzie Briar organizowała dyskotekę Marika wysłała SMS do Doriana.
MARIKA: Idziesz na imprezę?
DORIAN: Tak właściwie- to już jestem ;-) Nie długo zaczynamy.
MARIKA: Ja zaraz będę.
DORIAN: Ok, ja poczekam na ciebie przy wejściu.
MARIKA: Dzięki :-)
Nagle w całym zamku rozległ się dźwięk muzyki. Marika spojrzała porozumiewawczo na Snow i przyspieszyły kroku.

Rozdział 4
Faktycznie, gdy dziewczyny doszły, Dorian stał obok Briar , która witała gości. Wyglądał świetnie. Biała koszulka, marynarka z podwiniętymi rękawami i rurki. Marika weszła do sali wypełnionej muzyką. Jej satynowa, srebrna sukienka bez ramiączek falowała z każdym ruchem dziewczyny.
Uśmiechnęła się i podeszłą do chłopaka.
- Wow, pięknie wyglądasz.- pochwalił ją
- Dziękuję. Ty też świetnie się ubrałeś.
- Marika, kochana. Jaka szałowa sukienka.- wtrąciła się Briar
- Dzięki, twoja też.
Briar miała na sobie różową, koronkową sukienkę z krótkim rękawem, obcisło kończącą się przed kolanami.
DJ-em na imprezie była Melody Piper, która puszczała najlepsze kawałki tego sezonu. Wszyscy uczniowie bajecznie bawili się na imprezie. Marika wkręciła się najlepiej. Tańczyła już chyba z każdym chłopakiem. Tak, nawet z Dorianem.
Na imprezie nie pojawiła się Calista. Nareszcie! Czyżby postanowiła już przerw
- A ku-ku- wkroczyła do sali pewnym krokiem, ubrana w czarną, koronkową miniówkę
- Calista? Nie wiedziałam, że przyjdziesz.- wystraszyła się Briar
- Trenuję do mojej historii.
- No tak, oczywiście.
- No już, włączcie muzykę! Chyba, że mam zacząć się złościć.
Melody skinęła i włączyła kolejny kawałek. Nagle przełączyła na wolniejszą melodię.
- Marika?- Dorian klepnął lekko dziewczynę w ramię
- Tak?- odwróciła się
- Zatańczysz?- zapytał nieśmiało i wyciągnął rękę
Marika zarumieniła się i chwyciła chłopaka za rękę, na znak, że się zgadza. Splotła swoje obie dłonie na jego karku, a on chwycił ją w tali.
Wszyscy uczniowie tańczyli w czarującej atmosferze, tylko Calista stała pod ścianą z naburmuszoną miną.
- Dosyć!- rzuciła fioletowym płomieniem w tłum uczniów.
Ci uczniowie, stojący najbliżej czarownicy zamarli w bezruchu. Cała reszta uciekła w popłochu. Dorian spojrzał na przestraszoną Marikę, chwycił ją za rękę i pociągnął za sobą.
- Gdzie idziemy?- Marika szepnęła chłopakowi na ucha
- Zobaczysz.- uśmiechnął się i mrugnął
- Okey.- zaśmiała się
Dorian podszedł do ściany i przesunął stojak z kwiatami. Następnie wcisnął przycisk, który się tam znajdował i nagle pojawili się w zupełnie innym miejscu.
- Tu jest... pięknie.- zachwyciła się Marika
- Zawsze tu przychodzę, żeby złapać natchnienie.
Znajdowali się w magicznym ogrodzie z małym oczkiem wodnym, gdzie kwitły kwiaty północy. Magiczne kwiaty, które otwierają się jedynie o północy.
Chłopak spojrzał na zegarek na nadgarstku. Podszedł do Mariki i zasłonił jej oczy. Przeszli kilka metrów i stanęli. Dorian powoli odsłonił oczy dziewczynie.
- Spójrz!
Nagle płatki rośliny rozwinęły się, a cały kwiat zaczął błyszczeć wszystkimi kolorami tęczy. Marice zaiskrzyły oczy. Uśmiechnęła się szeroko. Poczuła na ramieniu oddech chłopaka. Odwróciła się i spojrzała mu głęboko w oczy. Dlaczego w jej historii nie jest pisana jej miłość? Stanęła na palcach i położyła ręce na barkach chłopaka. Nagle spoważniała jej mina. Otworzyła buzię, jakby chciała coś powiedzieć.
- Ja...- zaczęła, ale momentalnie przerwała
Chłopak spojrzał pytająco.
- Ja... jestem bardzo szczęśliwa, że mnie tu przyprowadziłeś, ale... muszę już iść.
- Oczywiście- odpowiedział skrępowany- Jest już późno. Odprowadzę cię.
- Nie. Ja sama wrócę, Muszę jeszcze załatwić jedną sprawę.
- Dobrze. No to... dobranoc.
- Dobranoc.- Marika wtuliła się w chłopaka.
Marzyła o tym, żeby już nigdy go nie puścić. Poczuła jego perfumy, były jedyne w swoim rodzaju. Według księżniczki miały najwspanialszy zapach na świecie.Odwróciła się i wolnym krokiem poszła do różanej furtki.
Gdy byłą już dalej od ogrodu, chwyciła swoje ręce. Były lodowate. Zrobiła skwaszoną minę i pobiegła dalej. Dobiegła aż na polanę przed Zaczarowanym Lasem. Całe szczęście, że nikogo już nie było. Wzięła głęboki oddech i z jej dłoni wyleciało kilka płatków śniegu. Uśmiechnęła się sama do siebie.
- Niech nie wie nikt,
  Nie zdradzaj nic.
  Żadnych uczuć,
  Od teraz tak masz żyć!
  Bez słów
  Bez snów,
  Łzom nie dać się...- zaśpiewała i przerwała w jednym momencie.
Odwróciła się, zdawało jej się, że ktoś ją obserwował, ale nikogo nie zauważyła. Chwilę jeszcze nasłuchiwała, lecz nikogo nie słysząc, ponownie się obróciła.
Skupiła się i z jej obu dłoni wyleciały kolejne śnieżynki.
- Mam tę moc,
  Mam tę moc,
  Rozpalę to co się tli.
  Mam tę moc,
  Mam tę moc,
  Wyjdę i zatrzasnę drzwi!
  Wszystkim wbrew!
  Na ten gest mnie stać.
  Co tam burzy gniew?- przerwała i uspokoiła oddech
- Od lat coś w objęcia chłodu mnie pcha.- te słowa wyrecytowała jak wiersz.
Wyciągnęła ze swojej torebki- kopertówki parę rękawiczek satynowych, sięgających za łokcie i założyła je. Pomyślała o tym, że w przyszłości nie będzie mogła ich zdejmować, już nie powinna ich zdejmować. Uśmiechnęła się spoglądając na zdjęcie swojej mamy, schowane w torebce.
"Jeśli poczujesz się samotna, pomyśl o mnie. Ja myślami będę zawsze przy tobie."
Te  słowa mama wymówiła przy wysyłaniu córki do Ever After High.
- Nawet nie wiesz jak bardzo za tobą tęsknię.- powiedziała do zdjęcia.
Niespodziewanie matka na jej zdjęciu uśmiechnęła się i mrugnęła jednym okiem. Marika otworzyła buzię ze zdziwienia, po czym uśmiechnęła się. Mama zawsze potrafiła jej poprawić humor.
Po kilku minutach odwróciła się w stronę szkoły i ruszyła do dormitorium. Była strasznie zmęczona, a musiała jeszcze wejść na sam szczyt wieży. Teraz marzyła tylko o położeniu się w łóżku i zaśnię
Marika opadła na wilgotną od rosy trawę i zapadła w mocny sen.

Rozdział 5
Marika kolejnego dnia obudziła się w łóżku. Faktycznie, musiał ją ktoś wczoraj obserwować. Tylko kto? Zamyślona przeciągnęła się leniwie i podeszła do swojej toaletki. Która jest godzina, że Snow jeszcze się nie obudziła? Księżniczka spojrzała na zegarek- 11.35. Już trwa trzecia lekcja. Zaspała! Szybko zaczęła się ubierać i budzić koleżankę.
- Snow! Wstawaj! Zaspałyśmy!- szturchała koleżankę
Snow ziewnęła i spojrzała na zdenerwowaną koleżankę.
- Spokojnie, głuptasku. Dzisiaj rano dyrektor Grimm z niewiadomego powodu odwołał wszystkie lekcje. Spałaś jak zabita, więc nie mogłaś go słyszeć. Musiałaś wczoraj nieźle balować z Dorianem.- Snow puściła oczko do współlokatorki
- Skąd wiesz, że byłam z Dorianem?
- Widziałam jak razem uciekaliście, wtedy jak Calista się wściekła. Powiedz, jaki on jest?
- Jest jak każdy normalny chłopak, a jaki ma być?
- Przestań! Przecież widzę, że on ci się podoba... I ty mu zresztą też.- zachichotała
- Naprawdę?- spytała niepewnie Marika z nutką nadziei w głosie
- No jasne. Tak świetnie się dogadujecie.
- Ale... to i tak jest nie ważne.- odparła smutno
- Dziewczyno! Co ty gadasz? Bylibyście świetną parą.
- Niech nie wie nikt, nie zdradzaj nic. Żadnych uczuć, od teraz tak masz żyć! W mojej historii nie ma miejsca na miłość, przynajmniej na razie. W ogóle on jest Rebelsem.
- Ale nasze historie zaczynamy dopiero za rok.- nie przestawała Snow
- Co ty się tak upierasz!- zezłościła się Marika. W jej oczach zakręciły się łzy
- Bo... ja chcę dla ciebie najlepiej.- Snow niepewnie podeszła do koleżanki. Spojrzała na jej twarz- Rety. On ci się naprawdę podoba.- westchnęła Snow i przytuliła Marikę
- Nie może się o tym nikt dowiedzieć. Rozumiesz?
- Dlaczego?- zdziwiła się córka Królowej Śniegu
- Bo... ja nie mogę się zakochać. Przynajmniej na razie. Nie zamierzam przechodzić na stronę Rebelsów i zmieniać moją historię i przeznaczenie.
- Dobrze, nic nie powiem. Obiecuję.
Przytuliły się na zgodę i zaczęły się przebierać.
Wspólnie zeszły do zamkantyny. Nikogo już nie było, poza jednym chłopakiem, jedzącym śniadanie w rogu ogromnego pomieszczenia. Księżniczki nałożyły sobie na tacki kilka rodzajów kanapek, do pozłacanego kubka wlały gorącą czekoladę i postanowiły podejść do chłopaka. Wydawał się być bardzo nieśmiały, bo gdy podeszły bliżej, momentalnie odwrócił wzrok. Przedtem cały czas je obserwował... a możliwe, że tylko jedną z nich.
Dziewczyny położyły tacki na stoliku, przy którym siedział ów chłopak.
- Zajęte?- zapytała Marika wskazując na wolne miejsce
- Nie, możecie usiąść.- odparł szybko chłopak
- Cześć.- przywitała się nagle Marika, siadając obok chłopaka
- Cześć.- odpowiedział uśmiechając się do niej
- Mam na imię Marika, to jest Snow- kontynuowała córka Elsy- A ty?
- Nazywam się Konrad Charming.
- Jesteś bratem Dextera i Daringa?- zdziwiła się Snow
- To nie tak. Jest wiele rodów Charming'ów. Ja pochodzę z tych o Błękitnej Krwi.
- Wow.- rozmarzyła się Snow, a Konrad niepewnie się uśmiechnął
- Czyli zupełnie nic cię nie łączy z Daringiem?- zapytała rzeczowo Marika
- No... nie.
- Co za ulga, bo nie przepadam za Daringiem.- zaśmiała się księżniczka w ciemnych włosach
- Dobrze, że tego nie słyszy, bo potem całe życie by się gapił w swoje odbicie i zastanawiał się co w nim jest nietentego.- zaśmiała się Snow
- A on już tak nie robi?- zażartował Konrad
- Z jakiej jesteś baśni?
- Kraina Lodu. Niedawno powstała. Mam się pojawić na końcu baśni jako książę, który poślubi królową z nadprzyrodzonymi mocami.
- Bonjour. Jestem z tej samej baśni. I to ja jestem tą księżniczką z mocami.
- Wow, tak coś czułem, że jesteś niezwykła. Pewnie super jest mieć taką moc.
- Czy ja wiem? To bardziej klątwa. Mam prawie zabić, a potem uratować moją siostrę.
- Ale najważniejsze, że przeżyje.- pocieszył ją książę
Marika uśmiechnęła się. Nagle przypomniała sobie o Dorianie, czy nie poczuł się głupio, jak ona tak nagle sobie poszła? Szybko wyjęła z torebki LustroPhone i wystukała wiadomość.
MARIKA: Hej :-) Co tam?
Później co kilka sekund spoglądała na ekran Lustra. Snow zorientowała się, że coś nie gra i szturchnęła koleżankę łokciem.
- Auć! Co robisz?
- Dziwnie się zachowujesz. Masz mrówy w tyłku?- zapytała Snow
- Że co!?- oburzyła się Marika
- Nie możesz usiedzieć na miejscu.- wyjaśniła i przewróciła wymownie oczami
- Przepraszam.- Marika uspokoiła się i włożyła LustroPhone z powrotem do torebki.
Nagle rozległ się dźwięk wiadomości. Marika jak oparzona doskoczyła do Lustra
- Przepraszam cię za nią. Ona już tak ma.- Snow usprawiedliwiła koleżankę przed Konradem, który bacznie przyglądał się całej sytuacji.
Marika spojrzała na wyświetlacz. 1wiadomość.
DORIAN: Wszystko dobrze ;-) Czy coś się stało?
MARIKA: Nie, Wszystko w porządku.

DORIAN: To super. Przyjdziesz do mnie do pokoju? :-) 
MARIKA: Jasne :-D
- Przepraszam was, ale muszę iść.- Marika wypiła końcówkę gorącej czekolady i wstała od stołu.
- Dorian?- zapytała kpiąco Snow
Marika zmierzyła ją ostrym wzrokiem, następnie uśmiechnęła się do Konrada i poszła.

Rozdział 6
Gdy doszła, zapukała do drzwi pokoju Doriana i Huntera, a one momentalnie się otworzyły. W drzwiach stanął Hunter, który z uśmiechem ominął księżniczkę i zniknął za zakrętem w korytarzu. Marika weszła do środka i po cichu zamknęła za sobą drzwi. Zobaczyła Doriana, siedzącego na swoim łóżku. Usiadła obok niego, łóżko było bardzo miękkie. Spojrzała na chłopaka z uśmiechem.
- Jestem.- oświadczyła
Dorian odwzajemnił uśmiech.
- Fajna jest twoja część pokoju. Jest bardziej... w twoim stylu.- skomplementowała, rozglądając się po komnacie
- Cieszę się, że ci się podoba.
- Po co miała przyjść?- zapytała
- Tak tylko, chciałem pogadać.- zaśmiał się Dorian- Chyba ci nie przeszkodziłem?
- Nie, coś ty!
Nagle LustroPhone zaczął brzęczeć w torebce dziewczyny. Spojrzała zaciekawiona, ale jakby nigny nic schowała telefon z powrotem do torebki.
- Nie odbierzesz?- zdziwił się
- Nie.- odparła i pokręciła przecząco głową
- A kto to?
- Moja mama.
- To odbierz, mi to nie przeszkadza.
Marika spojrzała na chłopaka, po czym przejechała palcem po ekranie LustroPhona, by odebrać.
- Cześć mamuś!- przywitała się z uśmiechem
- Cześć. Nic ci się nie stało?- na ekranie pojawiła się zatroskana twarz matki
- Nieee... Dlaczego miałby mi się coś stać?- zapytała zdezorientowana
- Oh, to dobrze. Wiesz, zawsze wolę się upewnić.- matka uśmiechnęła się, po czym od razu spoważniała- Ten pokój zupełnie do ciebie nie pasuje.
- Aaaa...- dziewczyna zmieszała się- Bo to pokój kolegi- Marika pokazała LustroPhonem Doriana
- Dzień dobry.- przywitał się z uśmiechem
- Dzień dobry.- odpowiedziała matka sucho
Marika zdziwiła się reakcją matki. Skierowała LustroPhone z powrotem na siebie.
- No... jak tam w Arendelle?
- Dobrze. Oj nie wiem jak to będzie nasza historia wyglądała. Ja w twoim wieku byłam zamknięta w komnacie.
- Tak wiem, ale tutaj jestem z daleka od Arendelle, też nic na razie nie wnoszę do historii królestwa, więc to trochę tak, jak bym była zamknięta w tej komnacie.
- Masz rację...
- Królowo? Musisz zejść na audiencję, arcyksiążę Filip czeka.- na ekranie pojawił się jeden z królewskich służących
- Tak, już idę.- powiedziała królowa do służącego, a następnie zwróciła się do córki- Muszę już kończyć. Do zobaczenia!
- Pa mamo. Kocham cię!- odpowiedziała i przesunęła powtórnie palcem po ekranie, by wyłączyć rozmowę.
Schowała LustroPhone do torebki i z powrotem usiadła na łóżku, koło chłopaka.
- Twoja mama chyba mnie nie lubi.- zaśmiał się Dorian
- Ona już taka jest, nie ufa nieznajomym. A tym bardziej chłopakom- zachichotała
- To jak zareaguje na twojego chłopaka?- mówił przez śmiech
- Nie mam pojęcia.- Marika kręciła głową z niedowierzaniem
Nastała chwila ciszy. Córka Elsy wstała i powoli podeszłą do okna. Popołudniowy, ciepły wiatr delikatnie rozwiał jej włosy. Marika zamyślona spoglądała w dal.
- Zaśpiewasz coś?- zapytał niespodziewanie
- Co?- księżniczka wyrwała się z transu
- Czy zaśpiewasz mi jakąś piosenkę.- powtórzył chłopak
- Nigdy nie śpiewałam nikomu, poza moją mamą.- wytłumaczyła
- Nie daj się prosić.- Dorian uśmiechnął się i spojrzał na nią wyczekująco
Marika zamyśliła się.
- No dobra-proszę- zaśmiał się przyjacielsko
- No... zgoda, ale obiecaj mi, że nie będziesz się śmiał.- zgodziła się i chwyciła chłopaka za rękę
- Gdzie idziemy?- zaśmiał się
- Nigdy nie śpiewam bez muzyki, a poza tym Hunter mógłby w każdym momencie wejść do pokoju.
Wyszli z pokoju, a drogę zastawili im Hunter trzymający się za rękę z... Ashllyn?! Rudowłosa księżniczka spojrzała się na nich ze zdziwieniem. Dopiero po chwili Marika zorientowała się, że nadal trzyma Doriana za rękę, więc momentalnie puściła jego dłoń. Ashllyn także puściła Huntera i zrobiła krok w bok. Nastała niezręczna cisza. Marika zaczęła bawić się kosmykiem swoich włosów.
- Nie wiedziałam, że jesteście parą.- powiedziała pod nosem
- A ja nie wiedziałam, że wy chodzicie ze sobą.- odparła zszokowana Ashllyn- Przecież to też wbrew
- My chodzimy ze sobą?- wykrztusiła Marika- My jesteśmy tylko przyjaciółmi.
- My też.- usprawiedliwiła się szybko córka Kopciuszka
- Mrau, jaka ciekawa historia.- zamruczała zadowolona Kitty, która nagle pojawiła się obok nich
- Kitty! Błagam cię, nie mów o tym nikomu.- wystraszyła się Ashllyn
- No nie wiem, zastanowię się.- odparła i znikła
W korytarzu nastała cisza. Marika rozejrzała się dookoła, pożegnała Ashllyn i Huntera i poszła dalej z Dorianem u boku. Na korytarzach, o dziwo, nikogo nie było. Doszli już do lewego skrzydła zamku, w którym znajdowała się sala od muzyki.
- Przepraszam.- podeszłą do nich nieśmiała dziewczyna o blond włosach- Gdzie jest gabinet dyrektora szkoły?
- Musisz iść do holu i po schodach w prawo i na wprost masz drzwi od gabinetu.- poinstruował ją chłopak
- Dziękuję.- uśmiechnęła się i odeszła
Weszli do sali z instrumentami. Marika podeszła do wielkiego, białego fortepianu i usiadła na krześle oprawionym w skórę. Położyła dłonie na klawiszach z kości słoniowej i zaczęła grać spokojną melodię. Spojrzała na Doriana, uśmiechnęła się delikatnie i zaczęła śpiewać. Jej delikatny głos momentalnie wypełnił całą salę. Nagle zaczęła energiczniej grać i śpiewać, ostatni dźwięk przedłużyła i wyciszyła melodię.
Spojrzała na chłopaka i uśmiechnęła się niepewnie, czekając na jego reakcję.
- Pięknie.- zachwycił się Dorian
Marika zachichotała
- Dziękuję
- Naprawdę, bosko śpiewasz.
- No wiesz, muszę śpiewać, żeby powtórzyć historię mojej mamy.- zaśmiała się
- Marika? To ty tak pięknie zaśpiewałaś?- do sali wszedł niepewnym krokiem Konrad
- Tak, to nic wielkiego.
- Co ty mówisz?! Masz anielski głos.- komplementował ją
Marika zarumieniła się. Nie wiedziała co odpowiedzieć.
- Dziękuję.- wydukała jedynie
Czarnowłosy książę usiadł na krześle obok dziewczyny i zaczął grać melodię.
- Całe życie drzwi przed nosem zamyka mi los,
  A tu zjawia się taki ktoś jak ty.
  Całe życie czekam, aż pojawi się coś
  i czy to słowo, czy to uśmiech, czy to słodkie fondue...
Marika zachichotała.
- Już od dziś...- włączyła się do piosenki
- Ciebie dziś mi zesłał los.
- Nie będzie trosk
- Odkrywamy szlak, nieznany w dawnych dniach.- zaśpiewali równocześnie
Marika nagle przerwała i rozejrzała się pod sali.
- Gdzie jest Dorian?- zapytała zdezorientowana
- Nie mam pojęcia.- wzruszył ramionami i powtórnie zaczął grać melodię
- Ja już pójdę.- księżniczka wstała i skierowała się do wyjścia
- Poczekaj.- chłopak chwycił ją za rękę - Pewnie miał coś do załatwienia.
Zawahała się.
- No chodź. Nie musisz łazić za nim jak cień.- nalegał
- No... no dobrze.- zgodziła się i powtórnie usiadła obok księcia.

Rozdział 7
Po rozmowie Konrad wyszedł z sali, a córka Elsy została, by się jeszcze rozśpiewać. Nagle do sali weszła Raven, nucąc pod nosem. Gdy zauważyła księżniczkę momentalnie przestała.
- Oj, przepraszam. Nie wiedziałam, że sala jest zajęta.
- Spokojnie, ja już wychodziłam.- Marika wstała i ruszyła w kierunku wyjścia, lecz nagle stanęła i odwróciła się do córki Złej Królowej.- Nie wiedziałam, że śpiewasz.
- Lubię pośpiewać, ale nikt nie chce mi wpisać muzyki w plan lekcji. Ty masz lepiej.
- A grasz na jakimś instrumencie?- zaciekawiła się
- Gitara.- Raven wskazała na fioletowy pokrowiec, który trzymała w ręku
- Zawsze chciałam grać na gitarze.- rozmarzyła się ciemnowłosa księżniczka
- Mogę się nauczyć.- zaproponowała z uśmiechem- Jeśli chcesz, oczywiście.
- Z wielką przyjemnością. Możemy zacząć od jutra?
- Jasne, nie ma sprawy.
- Dzięki.- ucieszyła się i przytuliła przyjacielsko Raven
- Proszę bardzo, przecież to nic wielkiego. - zaśmiała się
Córka Elsy pożegnała się i wyszła. Idąc nuciła sobie melodię, którą Konrad jej zagrał. Wpada w ucho.
- Mrau, czy nie powinnaś czasami nie zadawać się z Rebelsem?- przed dziewczyną pojawiła się szeroko uśmiechnięta Kitty.
- A co cię to obchodzi?
- Nic, kompletnie nic. Ale skoro jesteś Royalsem...
- To w takim razie z tobą też nie mam rozmawiać.- odparła Marika i poszła przed siebie
Weszła w końcu na prawe skrzydło zamku i zaczęła wbiegać po schodach na wieżę. Długie, kręcone schody były wyściełana miękkim, beżowym dywanem. Doszła na sam szczyt wieży, a tam z pokoju wybiegła Snow.
- Coś się stało?- zdziwiła się Marika
- Nie, nic. Idę na dwór. Idziesz ze mną?
- Nie. Ja zostanę. Wiesz jaką głupotę powiedziała Kitty?
Snow pokręciła przecząco głową.
- Powiedziała, że nie powinnam zadawać się z Rebelsami.- zaśmiała się księżniczka- Przecież to absurd! Mogę się kolegować z kim chcę.
- To fajnie... Muszę już iść. Papa!
- Pa!- Marika uścisnęła koleżankę na pożegnanie i weszła do pokoju.
Usiadła przy białym biurku i wyciągnęła z szuflady kilka kartek papieru, ołówki, gumkę i temperówkę. Naoszczyła dokładnie każdy ołówek, a po krótkim namyśle zaczęła coś szkicować. Nagle usłyszała jakieś hałasy na dworze. Podeszła do okna i wychyliła się. Jej oczom ukazała się Calista, krzycząca coś do Konrada, który... który stał cały w ogniu. W mgnieniu oka ogień zniknął, ubrania chłopaka zmieniły się na czarno, a na jego twarzy pojawił się szyderczy uśmiech.
Marika zasłoniła usta, żeby nie krzyknąć. Nie wiedziała co się tak właściwie stało. Zaczęła się powoli odsuwać od okna, a gdy oparła się o łóżko, spod jej dłoni wyłoniły się sople lodu, a całe łóżko zostało pokryte szronem. Dziewczyna jednak zupełnie się tym nie przejęła. Zaczęła w przerażeniu przemyślać co się teraz wydarzyło.
Do pokoju przyfrunęła przez okno White i zmieniła się w człowieka. Rozejrzała się dookoła.
- Ojej, znów pomyliłam komnaty.- powiedziała szybko, odwróciła się i zamieniła w łabędzia
- Poczekaj.- zatrzymała ją Marika
White odwróciła się do niej, czekając na pytanie.
- Widziałaś co działo się na dworze?- zapytała w końcu wystraszona Marika
- Chodzi ci o to, że Sparow zarywał do Melody?
- Co?
- Co?- próbowała ukryć to co przed chwilą powiedziała- Nie, nic. A o co ci chodzi?
- O Calistę, coś zrobiła Konradowi. Tylko nie wiem dokładnie co.- rozpaczała Marika
- To nie widziałam. A gdzie to było?
- Na dole, pod wieżą.- tłumaczyła Marika
- To nie mogę ci pomóc. A co mu zrobiła?- chciała wiedzieć White
- No właśnie nie wiem i miałam nadzieję, że ty mi powiesz.
- Mogę się dowiedzieć, jak chcesz?
- Nie, nie rób sobie kłopotu. Pewnie niedługo się dowiemy.
- Okey.- uśmiechnęła się White i odleciała

~ <3 ~

W szkole panowała cisza, jakby wszyscy wyparowali. Córka Elsy przebrała się w krótki rękawek i białą spódniczkę. Włosy związała w wysokiego koka, przełożyła torebkę przez ramię i nieśpiesznie wyszła z pokoju, zakluczając za sobą.
Schodząc po schodach zderzyła się z kimś. Był to Konrad, jednak zupełnie nie podobny do siebie. Odepchnął ją tak, że aż głową uderzyła mocno w ścianę.
- Uważaj jak łazisz!
- K-K-K-Konrad?- wydukała, nie mogąc złapać tchu
Po jej śnieżnobiałej spódniczce spłynął mały strumyk intensywnie czerwonej krwi. Chłopak zaśmiał się drwiąco i poszedł dalej. Marika cały czas stała oparta o ścianę, próbując zatamować płynącą krew z rozcięcia na czole. Po kilku minutach zaczęła powoli iść do toalety zostawiając po sobie krople krwi na dywanie. Podeszła do lustra i oderwała rękę od głowy. Miała ją całą we krwi. Obmyła ręce, a z szafki wyciągnęła gazę i bandaż, po czym obwiązała sobie nim głowę. Popatrzyła na siebie w lustrze. Co się stało z Konradem? Jeszcze dzisiaj rano był bardzo miły i śpiewał z nią piosenkę. Po policzku spłynęła jej łza. Wyszła z łazienki i natknęła się na Doriana.
- Na 1000 bajek! Co ci się stało?!- podbiegł szybko do księżniczki
- Nawet jak ci powiem, to nie uwierzysz.- odparła smutno
- Zobaczymy.
- To Konrad. Nie wiem co się z nim stało. Wpadłam tylko na niego, a on rzucił mnie o ścianę.- opowiadała Marika, gdy wchodzili po schodach na wieżę.
- Niemożliwe.- odpowiedział z niedowierzaniem - Mocno boli?- zapytał i dotknął gazy na czole dziewczyny.
- Auć! Mocno.- odparła i chwyciła chłopaka za rękę.- Ale nic mi nie będzie.- podsumowała i uśmiechnęła się do niego, wpatrując się w jego piwne oczy.
Marika odkluczyła drzwi i wspólnie weszli do komnaty. Księżniczka od razu podeszła do szafy i zaczęła szukać jakiś ubrań. Wzięła wszystkie potrzebne rzeczy i poszła do łazienki, wziąć prysznic. W tym czasie Dorian usiadł na zdobionym krześle, przy biurku o zaczął oglądać kartki z rysunkami. Po pewnym czasie Marika wyszła z łazienki ubrana w błękitny sweterek i białą spódniczkę, a włosy miała schowane w turbanie zrobionym z ręcznika.
- To twoje prace?
Marika podeszła i nachyliła się do prac.
- Tak, dziś tak sobie bazgrałam.
- Bardzo ładne.- pochwalił ją
- Dziękuję.- ucieszyła się i wzięła jedną z prac do ręki- Wyobrażałam sobie, jakby to wyglądało, gdyby nikt nie miał już przydzielonego przeznaczenia.
- Dlatego chcemy to zobaczyć. To taka przygoda.- mówił zafascynowany
- Ale niebezpieczna.- przerwała mu
- Skąd wiesz?
- Po prostu. Wszystko co nowe, jest w jakimś stopniu niebezpieczne.
Nastała cisza. Dorian jakby nad czymś mocno się zastanawiał.
- Jakbyś miał wymyślić dla mnie nową historię, jakby wyglądała?- spytała nagle Marika
- Nie mam pojęcia. Bym musiał przy tym dłużej posiedzieć, mieć natchnienie.
- Ja sobie nie wyobrażam innego życia.- podsumowała

Rozdział 8
Po kilku dniach Marika prawie, że zapomniała o ranie na czole. Gdy przechodziła obok Konrada próbowała nie zwracać na niego uwagi, ale w końcu będzie musiała z nim podzielić swój los.
(Albo i nie...)
Żartujesz sobie?! Tą historię ja opowiadam!
Marika poszła wraz z White do pokoju Amory i Blondie. Córka Erosa kazała im przyjść, bo podobno miała jakąś ważną sprawę do omówienia. Gdy weszły do komnaty zobaczyły wszystkie dziewczyny siedzące na kanapie.
- Co się stało?- zapytała zdziwiona łabędzica
- Zbliża się, jak wiecie, Dzień Szczerych Serc.- zaczęła córka Erosa- Zaraz. Gdzie jest Snow?
- Właśnie też nie wiem co się z nią dzieje. Co jakiś czas znika.- wyjaśniła Marika
- To proszę, przekaż jej później wszystkie informacje.- poprosiła Amora i zwróciła się do wszystkich- Chłopcy są teraz na lekcji Ratowania Dam w Opałach, więc postarajcie się, żeby wszyscy wiedzieli o co chodzi. Ale przechodząc do rzeczy- skupiła się w końcu Amora- Musimy zorganizować imprezę. Taki ważny dzień bez balu? To byłoby nieporozumienie.
- Gdzie będzie impreza?- krzyknęła z tłumu Cedar
- Właśnie się nad tym zastanawiałam. Może ten pałac w Zaczarowanym Lesie?
Dziewczyny odpowiedziały na ten pomysł pozytywnie.
- Maddie? Załatwisz salę?
- A czy kot będzie chodził po suficie, gdy staniemy na głowie? Jasne, że tak.- odpowiedziała pogodnie córka Kapelusznika i uśmiechnęła się szeroko
- Super, czyli jedno już mamy omówione.- Blondie kliknęła na swój ekran LustroPhone'a
- A jakaś tematyka?- dopytywała Apple
- A jaką byście chciały? Oczywiście musi mieć związek z miłością.
- Róż!- wykrzyknęła Briar
- Ja bym wolała fiolet.- zaprzeczyła Raven
I zaczął się chaos. Każda nastolatka wykrzykiwała własne pomysły.
- Spokój!- krzyknęła Duchess- Nie będzie w takim razie tematyki!
W sali nastała cisza, lecz niektóre osoby jeszcze pomrukiwały pod nosem. Stanęła na tym, że dekoracje będą we wszystkich odcieniach różu, fioletu i czerwieni, a pary mają być ubrane w jednakowym kolorze, ten kto nie ma pary przychodzi w dowolnie wybranym kolorze.
~ <3 ~
-Dorian!- Marika krzyknęła za chłopakiem, którego właśnie zauważyła na korytarzu
Chłopak odwrócił się i uśmiechnął na widok księżniczki.
- O, cześć!
- Hej.- przywitała się zdyszana Marika, która szybko przebiegła cały korytarz na swoich lodowych pantofelkach.- Miałyśmy z dziewczynami spotkanie na temat Dnia Dziedzictwa.- nazwę powiedziała ściszonym głosem
- To super!- ucieszył się- I co ustaliłyście?
- Maddie załatwi salę w Zaczarowanym Lesie. Mają przeważać kolory miłości, no wiesz: róż, czerwień, fiolet...
- Nie wyobrażam sobie Calisty w różowej sukience.- zaśmiał się, po czym spojrzał na zasmuconą twarz dziewczyny- Czy coś się stało?
- Nie, nic.- Marika patrzyła na czubki swoich pantofelków.
- Przecież widzę, że coś cię gryzie.- spoważniał i złapał dziewczynę za ręce.
Marika spojrzała na niego i zrobiła skwaszoną minę.
- Chodzi o Konrada.- przewróciła oczami- Ja wiem... czuję, że to przez Calistę.
Księżniczka rozpłakała się i przytuliła młodego pisarza. Chłopak odwzajemnił uścisk i zaczął ją uspokajać.
- Przepraszam. Jak zwykle przesadzam. Po prostu zaczynam bać się o moją historię.
- Rebelsi takich problemów nie mają...- zaczął chłopak
- Przestań mnie znów przekonywać.- zezłościła się dziewczyna- Ja i tak nie zmienię zdania co do mojej historii.
- Ale ja mówię prawdę.- upierał się chłopak- Nie lepiej jest samemu pisać swoją historię?
Po tych słowach Marika wybuchła. Zaczęła krzyczeć na chłopaka, że nie ma prawa mówić jej co ma robić, że nie zostawi swojej historii i że miała nadzieję, że on uszanuje jej wybór.
- Ale o co ci chodzi?!- zaczął ją przekrzykiwać
- Grrr... Nie odzywaj się do mnie!- krzyknęła ostatecznie, a z jej palców wyleciały śnieżki, które z zetknięciem z ziemią zamieniały się w ostre sople lodu, skierowane prosto na chłopaka.
Marika z przerażeniem spojrzała na swoje dłonie, po czym szybko pobiegła w przeciwną stronę. Chciała ochłonąć. Wybiegła ze szkoły i szybkim krokiem ruszyła przed siebie. Doszła na polanę przed Zaczarowanym Lasem i zaczęła głęboko oddychać, żeby się uspokoić.
Nagle zobaczyła jakąś blondynkę przy żywopłocie. Podeszła bliżej. Była to ta sama blondynka, która pytała ich o drogę do gabinetu dyrektora. Kucała teraz przy małym, białym króliczku, który chrupał marchewkę. Marika podeszła do niej i także kucnęła. Blondynka spojrzała na nią zdziwiona.
- Cześć.- Marika uśmiechnęła się i pogłaskała króliczka po jego miękkim, puszystym łepku
- Cześć.- odpowiedziała nieśmiało blondynka i podała królikowi kolejną marchewkę
- Mam na imię Marika.
- Ja Alison.
Obie dziewczyny wstały. Alison miała na sobie błękitną sukienkę z białym fartuszkiem, wiącanym z tyłu na kokardkę.
- Coś się stało?- zapytała niespodziewanie blondynka. Jej błękitne oczy wyrażały współczucie
-Co?- zdziwiła się Marika
- Jak wbiegłaś na polanę wyglądałaś na wystraszoną.
- O, widziałaś? Nic takiego, po prostu czasami nie panuję nad swoimi mocami.
- Słyszałam o twojej historii... jest przepiękna.
- Dziękuję. A ty z jakiej jesteś opowieści?
- Alicja w Krainie Czarów.- odpowiedziała nieśmiało dziewczyna
- Super. A właśnie, bo już jest Lizzie, Kitty i Maddie, a nie było córki Alicji! Teraz wszystko jasne- zaśmiała się życzliwie Marika
Alison delikatnie się uśmiechnęła.
- Często tu przychodzisz?- zapytała córka Elsy
- Tak, lubię tego króliczka.
- Widać, że jest do ciebie przyzwyczajony. Wystraszył się jak ja podeszłam.
londynka skinęła głową i wzięła swoją torebkę z ziemi. Przełożyła ją przez ramię, po czym zwróciła się do Mariki
- Muszę już iść. Do zobaczenia!
- Do zobaczenia!- pożegnała się Marika i  weszła do Zaczarowanego Lasu

Rozdział 9
Chciałabym podziękować Vic, że dała mi pomysł z tym "wyjątkowym sercem" :)
Dzień Szczerych Serc był teraz głównym tematem rozmów uczniów Ever After High. Każdy chciał się do niego idealnie przygotować. Marika cały tydzień chodziła z Apple po sklepach, szukając idealnej sukienki. Briar wraz z Amorą i Maddie dekorowały salę. Melody wybierała utwory na imprezę, a Calista... cóż, ona była zniesmaczona tym dniem.
- Ten dzień jest bez sensu. Po co okazywać miłość innym!!!- żaliła się Konradowi na jednej z przerw
- Ludzie są naiwni. Sądzą, że okażą miłość innym i dostaną w zamian to samo.- kpił książę
W Konradzie już całkowicie zatarła się jego wcześniejsza postawa. Jego serce skamieniało, a dusza została ogarnięta przez ciemność.
W końcu nastał upragniony, no dobrze, nie przez wszystkich dzień. Marika nie mogła usiedzieć w ławce, co chwilę spoglądała na zegar zawieszony nad drzwiami i czekała na zakończenie ostatniej lekcji w tym dniu.
- Jeszcze tylko minuta.- wyszeptała uszczęśliwiona do Alison, z którą się zaprzyjaźniła.
Co prawda córka Alicji potrzebowała sużo czasu na przywyknięcie do towarzystwa Mariki i na otworzenie się przed nią. Jednak gdy już to nastało dziewczyny stały się nierozłączne.
- 5...- zaczęła odliczać Marika
- 4...- dołączyła blondynka
- 3...2...1!- zabrzmiał dzwonek
Przyjaciółki momentalnie zerwały się na równe nogi i wybiegły z sali.
- Kupiłaś w końcu tą białą sukienkę?- dopytywała Alison, gdy szły korytarzem, w kierunku dormitorium.
- Nie, wybrałam tą błękitną z satynowymi falbankami.
- A idziesz z nim?
- Z kim?- zapytała zdezorientowana- Z Dorianem? Nie... od czasu naszej małej kłótni nie odzywamy się do siebie.
- Chyba powinnaś go przeprosić.- zasugerowała niebieskooka
- Ach.- westchnęła Marika- No nie wiem...
- Zrób jak uważasz.- podsumowała Alison i od razu się uśmiechnęła- Co powiesz na małe, karmelowe Latte po południu?
- Dobrze. Spotkamy się tu za godzinę?
- Jasne.
Dziewczyny uścisnęły się na pożegnanie i każda poszła do swojej komnaty.

Gdy Marika zamknęła drzwi od swojej komnaty, momentalnie opadła na łóżko. Westchnęła z uśmiechem na twarzy i zaczęła nucić pod nosem.
- Co taka radosna jesteś?!
Marika podskoczyła wystraszona i spojrzała na Snow, która siedziała na swoim łóżku. Jej twarz była cała zaczerwieniona, a oczy mokre od łez.
- Snow! Co się stało?- księżniczka była wyraźnie zaniepokojona stanem współlokatorki
- Nie zrozumiesz tego.- mówiła przyszła Królowa Śniegu przez łzy
- A może jednak?- mówiąc to przysiadła obok niej na łóżku.
- Mój chłopak... byłam u niego w odwiedzinach...- przerywała co jakiś czas, żeby otrzeć łzę, spływającą jej pi policzku.
- Aaa. Czyli dlatego cię przez jakiś czas nie było w szkole?
Snow skinęła głową i kontynuowała.
- Zaprosił mnie, bo miał mi coś ważnego do przekazania. Gdy już się z nim spotkałam, powiedział, że nie chce się spotykać z taką małolatą, jak ja, po czym pocałował swoją nową dziewczynę, o wiele starszą ode mnie.
- Przecież Cris jest tylko o 3 lata starszy.
Snow powtórnie skinęła głową.
- I już uważa cię za małolatę?- Marika nie kryła oburzenia.
- Najwidoczniej.
Marika wstała i przełożyła torebkę przez ramię.
- Idę na Latte z Alison, idziesz z nami?
- Nie. Posiedzę tu sobie, muszę trochę się wyciszyć.
- Jak uważasz.- śnieżna księżniczka uśmiechnęła się ciepło i wyszła z pokoju.

~ <3 ~

Nastolatki doskonale się bawiły, popijając karmelowe Latte z podwójną pianką lecz nastała ta godzina, że musiały wracać do dormitoriów i zaczynać szykować się na bal.
Dwie godziny później spotkały się już na balu. Melody stanęła za sterami mixera i puściła pierwszy imprezowy kawałek. Wyglądała przepięknie. Jej satynowo- fioletowa sukienka falowała w rytm muzyki.
- O patrz! Calista przyszła z twoim chłopakiem.- zachichotała White i pokazała na parę ubraną na czarno, obściskującą się pod ścianą.
- Konrad to nie mój chłopak!- irytowała się Marika, lecz w środku czuła jak pęka jej serce.
- Czyli jednak wybrałaś młodego pisarza?- ciągnęła dalej
- Dorian to tylko mój przyjaciel. Czy tak trudno zrozumieć, że ja nie mam chłopaka?- zaśmiała się córka Elsy, próbując rozluźnić sytuację
- Oj no przestań.- White szturchnęła koleżankę w łokieć- Widać, że ci się podoba. A tak w ogóle to czemu się pokłóciliście?
- On jest po stronie Rebelsów, zaczął mnie przekonywać o plusach bycia buntownikiem i... wiesz jak ja "potrafię" panować nad gniewem.
White ze zrozumieniem skinęła głową.
- po prostu wybuchłam.- dokończyła, a z jej palców wyleciały iskierki śniegu.
- Mam nadzieję, że nic mu nie zrobiłaś.- wystraszyła się łabędzica
- Nie. I chyba nawet ja się bardziej wystraszyłam, niż on.- zaśmiała się księżniczka
Amora weszła na małą mównicę i jak co roku zaczęła opowiadać o przyczynie zorganizowania balu.
- Miłosne wróżki rozdadzą wam serca- owoce drzewa miłości.- kończyła córka Erosa, ubrana w pudrowo-różową, lekko rozkloszowaną sukienkę- Serce możecie dać komu chcecie. To nie musi być wasza druga połówka. Możecie dać to komuś, kogo bardzo podziwiacie, komu chcecie podziękować za coś, albo w ramach przeprosin, To wasz wybór.
Zakończyła przemówienie, a z krzewów różanych wyleciały malutkie, różowowłose wróżki, niosące na swoich drobniutkich dłoniach wielkie, w porównaniu do nich, lśniące serca. A gdy już wszystkim rozdały owoce tak ważnego drzewa, zachichotały i odleciały przez uchylone okna.
W sali zapanował radosny gwar. Każdy obdarowywał sercem wybraną osobę. Jednak Marika stała lekko na uboczu i zastanawiała się komu da swój "dowód uznania". Spoglądała raz to na lewo, raz na prawo. Dorian, czy Konrad. Gdy była przy Dorianie czuła coś, czego nie potrafiła opisać. Mogła się przy nim swobodnie zachowywać. Stojąc przy nim, a nawet tylko o nim myśląc czuła, jakby coś ją unosiło ponad ziemią, a w jej brzuchu motylki tańczyły walca. Z drugiej strony Konrad... Jeszcze niedawno był taki miły. Obdarowywał ją stałymi komplementami, a może one były sztuczne? Księżniczka jednak jest z nim jakoś powiązana, czuje jakąś więź pomiędzy nimi. Czy to tylko za sprawą ich przeznaczenia, czy może naprawdę coś do niego czuje?
Marika spuściła głowę, zażenowana zaistniałą sytuacją. Nagle podbiegła do niej White, z uśmiechem na twarzy.
- Już wiem co powinnaś zrobić!- wykrzyknęła i pokazała swoje wszystkie, bielutkie zęby.
- Ale w jakim sensie?- Marika próbowała się uśmiechnąć.
- Wiem, komu powinnaś podarować swoje serce i dlaczego!
- Chyba sama powinnam o tym zadecydować.- Córka Elsy zdziwiła się postawą łabędzicy
- Daj serce Konradowi!- White nie ustępowała
Marika skrzywiła się na te słowa i zaczęła nerwowo bawić się różowym sercem.
- Sama nie wiem...
- Wiem jak go "uratować".- White zaczęła poważnym tonem.- Calista wyciągnęła z nigo wszelkie dobro, całą miłość. Może jeśli podarujesz mu swoje serce...
- Będzie znów sobą.- dokończyła Marika z nutką nadziei w głosie, lecz po chwili znów spochmurniała i spojrzała w stronę Doriana, który właśnie wręczał z uśmiechem swoje serce Raven.
- Powinnaś spróbować.- White położyła swoją dłoń na ramieniu Mariki, próbując dodać jej otuchy.
Śnieżna księżniczka wyprostowała się dumnie i spojrzała na serce, które cały czas trzymała w rękach.
- Raz się żyje.- powiedziała sama do siebie i ruszyła w kierunku Konrada.
Przy księciu nie było Calisty. Marika odetchnęła z ulgą. Ma większe szanse na pozytywny koniec operacji "Odzyskać księcia". Stanęła w końcu koło chłopaka ubranego na czarno, a jej ręce drżały jeszcze mocniej. Marika odchrząknęła, próbując zwrócić na siebie uwagę.
- Konrad.- zaczęła, a książę obrócił się i spojrzał na nią z nieukrywaną pogardą.
- Czego chcesz?- zapytał szorstko
- Może już nie wiesz co to miłość i nie chcesz mnie znać, ale...
- Sprężaj się.- pośpieszył ją
- Wiedz, że zawsze możesz na mnie liczyć- dziewczyna wysunęła serce w jego stronę- Proszę, przyjmij ten podarunek ode mnie.
Nagle źrenice księcia powiększyły się, a oczy znów przybrały swój naturalny, zielony kolor. Na jego ustach zagościł ciepły uśmiech, ubrania zaczęły zmieniać kolor z czarnego na fioletowy.
- Marika- zaczął, jakby został zbudzony z długiego snu, jego oczy zaszły łzami.- Tak cię przepraszam za to wszystko.
- To nie twoja wina.- księżniczka nie mogła uwierzyć, że powrócił Konrad, ten którego znała.
Chłopak odebrał od niej serce, podarował jej swoje i przytulił ją mocno. Jego uścisk mówił sam za siebie-nie chciał jej skrzywdzić, nie panował na swoim ciałem. Marice spłynęła łza szczęścia po poliku, tak, to był ten Konrad, którego polubiła.
Po chwili wyzwoliła się z jego uścisku.
- Dziękuję bardzo za serce.- zaczęła przecierając łzę- Ja wręczyłam ci serce, żeby pokazać ci, że jesteś moim bardzo bliskim przyjacielem, którego bardzo lubię, jednak... kocham kogoś innego.
Chłopak spojrzał na nią zdziwiony, jakby został polany zimną wodą, żeby się ocknąć.
- Jasne, jasne.- jąkał się- po tym, co ci zrobiłem...
- Nie o to chodzi.- przerwała mu i uśmiechem złagodziła sytuację.- Po prostu ten ktoś zdobył moje serce przed tobą.
Marika skinęła na pożegnanie i poszła w przeciwną stronę. White przybiegła i uścisnęła przyjaciółkę.
- Udało się!- wykrzyknęła uradowana.- Ale... czemu nie zostałaś z nim?
Marika westchnęła.
-Twoje serce bije dla kogoś innego?- zgadła Alison, która właśnie do nich podeszła.
- Nic na to nie poradzę.- Marika nie mogła przestać się uśmiechać.
- No idź z nim pogadać.- ponaglała ją córka Alicji
- Chciałabym mu wręczyć serce, ale go bardziej potrzebował Konrad.
- Dorian polubił ciebie taką jaka jesteś. Twoja natura.- Alison chwyciła ręce przyjaciółki i spojrzała na nie znacząco.
- Dziękuję ci kochana.- Marika przytuliła przyjaciółkę i poszła do młodego pisarza.
- Cześć Dorian.- przywitała się
- Hej Marika, w tym tłumie ludzi nie mogłem cię znaleźć.
- Chciałabym cię przeprosić, to ja zaczęłam tą kłótnię.- Marika schowała ręce za swoją błękitną, satynową sukienkę.
Patrzyła na czubki swoich bucików, a po chwili wzrok skierowała na chłopaka i wpatrywała się w jego piwne oczy. Po chwili zza sukienki wyciągnęła kryształowe serce, bez najmniejszej skazy, mieniące się w świetle różowych reflektorów na sali.
- Wiem, że to nie to samo, ale... to jest moje serce dla ciebie.- uśmiechnęła się delikatnie, czekając na reakcję chłopaka.
- Jejku, dziękuję ci. Nie miałem najmniejszego pojęcia, że dasz mi swoje serce i w dodatku tak wyjątkowe.- oczy Doriana pojaśniały z zachwytu
- Jesteś zawsze przy mnie, w każdy momencie może na ciebie liczyć, ja... kocham cię.
Rozdział 10
Marika słyszała już tylko szybkie bicie własnego serca. Czy Dorian to samo czuje do niej? A może nie i tylko zrobiła zrobiła z siebie pośmiewisko? Jego oczy cały czas wpatrywały się w nią nieruchomo. Po chwili nachylił się, przymknął oczy i... Księżniczce wydało się, że wszystko wokół nich zawirowało. Marika zamknęła oczy i miała wielką nadzieję, że to nie jest sen. Po pocałunku wyprostował się i spojrzał na nią z uśmiechem. Jednak zaraz po tym zrobił minę, jakby sobie coś straszliwego przypomniał.
- Przepraszam- wydukał i widać było, że zrobiło mu się słabo
- Ale Dorian!- próbowała go zatrzymać, lecz on już dawno wybiegł z zatłoczonej sali.- Dorian...
Chciała jak najszybciej pobiec za nim, ale właśnie w jej stronę z impetem szła Calista. Wyglądała na wściekłą. Marika niestety zorientowała się już o co chodzi.
- Powinnam cię była od razu zabić!- wrzeszczała wkurzona z wycelowaną w księżniczkę laską.
Pod Mariką ugięły się nogi ze strachu.
- Jak śmiesz wchodzić w drogę najpotężniejszej czarownicy w Świecie Baśni?!
Co teraz zrobić? Marika nie jest w stanie rzucić na nią tego samego czaru co ostatnio.On nie jest zbyt długotrwały.
Nagle na policzku córki czarownicy wylądował kawałek placka jabłkowego. Sprawką tego była sama Apple White.
- Coś mi się zdaje, że moja współlokatorka jest sto razy lepsza od ciebie, więc już się tak nie wywyższaj.- wycedziła blondwłosa z przygotowanym kolejnym kawałkiem do rzutu.
- Błagam cię, Apple. Nie wciągaj mnie w to.- wyszeptała za nią Raven.
Caliście zaiskrzyły się oczy ze złości. Najwidoczniej bardzo nie lubiła krytyki. Momentalnie zwróciła swoją magiczną laskę w kierunku przyszłej Śnieżki i wystrzeliła. Raven w ostatnim momencie odbiła cios. Spojrzała na swoje dłonie zdziwiona, ale jednocześnie szczęśliwa.
- rzuciłam zaklęcie bez żadnej pomyłki.- wyszeptała z niedowierzaniem sama do siebie
Lecz to wszystko jeszcze bardziej rozwścieczyło Calistę.
Marika wykorzystała sytuację i wybiegła z sali, podczas gdy zdenerwowana czarownica próbowała rzucać zaklęcia. Bez skutku. Raven poprzez  swój czar zablokowała laskę.
~<3~
Księżniczka z Arendelle biegła długimi i krętymi korytarzami, rozglądając się w poszukiwaniu przyjaciela. Nagle stanęła jak wryta.
"- Po co ja w ogóle go gonię?"- zastanawiała się, lecz nagle zauważyła chłopaka siedzącego na ławce, pod oknem- Dorian- wyszeptała sama do siebie
Syn sławnego pisarza siedział z twarzą schowaną w dłoniach i mamrotał coś do siebie. Marika podeszła po cichu i przysiadła się do niego. Spojrzał na nią zmartwiony.
- przepraszam, że tak szybko wybiegłem. Powinienem od razu ci powiedzieć.
Księżniczka spojrzała na niego wystraszona
- Co powiedzieć?
Chłopak wziął głęboki oddech.
- Nie możemy być razem.- powiedział szybko
- Ja-jasne- wymamrotała smutno i spuściła wzrok.
- To nie dlatego, że cię nie kocham.- dodał szybko i złapał Marikę za ręce
Dziewczyna spojrzała na niego.
- Ja cię kocham, naprawdę.- kontynuował- Ale nie chcę ci zniszczyć życia.
- Ty mi nie niszczysz życia.- próbowała uspokoić go
- Nie rozumiesz.- westchnął
Marika spojrzała na niego pytająco.
- Wczoraj wieczorem czytałem swoją Księgę Baśni. Gdy pomyślałem o tobie Księga wydała straszliwy dźwięk, a na jednej z jej kart pojawił się napis, że jeśli będziemy razem, twoje życie i przyszłość, legną w gruzach.
Księżniczka słuchała go i patrzyła nieprzytomnie w dal, nie mogąc uwierzyć w to, co słyszy.
- Martwię się o ciebie, Mariko. Nie chcę dla ciebie takiej przyszłości.
- Może Księga się myli?- próbowała znaleźć wytłumaczenie.
- Niestety. Księga nigdy się nie myli. Przepraszam.- dokończył, wstał i odszedł
Marika jeszcze przez jakiś czas siedziała nieruchomo i próbowała pozbierać myśli.
- Tutaj jesteś!- podbiegła do niej zdyszana Alison, a zaraz za nią White
- Co się stało, że tak nagle wybiegłaś?- zapytała łabędzica
-Nic, nic takiego.
- To co robi ten grymas na twojej twarzy?- zachichotała Alison
Marika od razu uśmiechnęła się pogodnie
- No, od razu lepiej.- powiedziała zadowolona White
- Dziękuję przyjaciółki. Zawsze mi poprawiacie nastrój, jesteście czarowne.
~<3~
Po długich namowach przyjaciółek Marika w końcu powiedziała im o co chodzi i mimo, że opierała się, koleżanki wyciągnęły ją na miasto do herbaciarni Maddie, gdzie na pewno "poprawi jej się humor!".
Resztę dnia spędziły na plotkowaniu i spędzaniu ze sobą czasu. Wieczorem Marika zaprosiła je jeszcze do własnej komnaty, gdzie wraz ze Snow zorganizowały sobie piżama-party. Córka Elsy przygotowała czekoladowe ciasteczka i gorącą czekoladę, Snow rozłożyła na środku pokoju duży, biały koc i porozrzucała na nim dużo miękkich, jedwabnych poduszek i pluszaków, Alison przyniosła pełno magazynów modowych i innych czasopism, a White doniosła na samym końcu swój zestaw do śpiewania.
- Karaoke?- zdziwiła się Marika, gdy córka Odetty w końcu do nich dołączyła
- Nie ma dobrej zabawy bez karaoke!- wyśpiewała łabędzica, po czym uśmiechnęła się szeroko.- Zaśpiewasz pierwsza.
White wręczyła przyjaciółce mikrofon, położyła monitor na ziemi i włączyła pierwszą, lepszą piosenkę. Gdy usłyszała melodię do piosenki swojego ulubionego zespołu, zapiszczała z Marika radośnie.
- One Reflection!

Rozdział 11
Marika wstała dopiero po południu, nie spały prawie całą noc, a córka Elsy lubi sobie pospać. Dobrze, że jest weekend. Powolnym krokiem podeszła do komody i zaczęła się przebierać. Po chwili zadzwonił jej LustroPhone. Spojrzała na ekran zaspanymi oczami.
Kuzynka? Odebrała.
- Halo? Monika?- powiedziała i ziewnęła
- No cześć Marika! Nie mogłam się do ciebie dodzwonić.
- Ah, no tak... spałam jeszcze.
- Hmm... ty wiesz, że jest już 15?
- Tak, tak, tylko miałyśmy piżama...
- Nie uwierzysz co się stało.- przerwała jej podekscytowanym głosem- Mam dla ciebie niespodziankę!
Córka Elsy momentalnie się rozbudziła.
- Co się stało?
- Przyjeżdżam do Ever After High!- pisnęła radośnie- A tak właściwie, to jestem już w drodze.
- Nie wierzę.- odparła Marika zdziwiona, ale jednocześnie bardzo szczęśliwa.
- Pod bramą szkoły będę za około godzinę. Przyjdziesz po mnie?
- No jasne!
- A teraz już kończę. Papa!
- Papa.
Marika wraz ze Snow zeszła już na... lunch, gdzie spotkała Konrada. Ten uśmiechnął się do niej szeroko i wskazał na miejsce obok siebie.
- Chodźmy.- powiedziała do towarzyszki i usiadły przy stoliku, koło Konrada.
- Cześć.- przywitała się Marika, gdy już położyła swoją tackę na stole
- Hej. Jak się bawiłaś na Dniu Szczerych Serc? Chyba szybko się zmyłaś.
- Tak... słabo się poczułam.- skłamała
- Ale już wszystko w porządku?- zmartwił się
- Tak, nic mi nie jest. Po prostu było za dużo ludzi.
Po chwili do stolika podszedł Dorian.
- Mogę się dosiąść?
Marika nic nie odpowiedziała.
- Tak, jasne. Siadaj.- odparł z uśmiechem książę.- Jak się bawiłeś na Dniu Szczerych Serc?
Snow wybuchła śmiechem.
- Co?- zdziwił się brunet
- Każdemu zadajesz to samo pytanie.- wyjaśniła przez śmiech
Konrad zaśmiał się i przewrócił oczami. Spojrzał na Doriana z wyczekiwaniem na odpowiedź.
- Fajnie było. Niezła impreza.- odpowiedział bez większego przekonania i uśmiechnął się.
- A też szybko uciekłeś, prawda?- dociekał książę
- Tak, źle się poczułem.- wyjaśnił
- To chyba ta sałatka jajeczna.- stwierdził Konrad- White i Alison też ją zjadły i od razu wyszły.
Dorian przytaknął, nie chciał dalej ciągnąć tego tematu.
Po lunchu Marika wyszła przed szkołę i wyczekiwała przyjazdu Moniki. Po kilku minutach nadjechała karoca, z której wyszła przyszła Anna z baśni Kraina Lodu. Dziewczyna miała na sobie zieloną sukienkę w kwieciste wzory. Jej rude włosy z gdzieniegdzie prześwitującymi brązowymi pasmami były spięte w koka, a jej buzia była wiecznie uśmiechnięta.
Marika szybko do niej podbiegła.
- Jak minęła podróż?- zapytała
- Oh, nawet nie wiesz jak Arendelle jest daleko stąd. A, ciocia kazała cię pozdrowić. Mówiła, że bardzo za tobą tęskni.
- Dziękuję.- ucieszyła się i pomyślała o mamie- Ja też za nią tęsknię. Chodź, zaprowadzę cię do komnaty. Twoją współlokatorką będzie moja przyjaciółka- White Swan, córka Odetty. Taka mała rada- nie mów jej wszystkiego, nie zawsze trzyma język za zębami.- zachichotała
Monika słuchała uważnie i podążała za kuzynką długimi korytarzami baśnioceum.
- Ja chyba się tu zgubię.- zmartwiła się
- Spokojnie, co kawałek jest mapka szkoły, możesz też zrobić zdjęcie, żeby mieć ją zawsze przy sobie.- instruowała Marika- Ja tak zrobiłam i ani razu się nie zgubiłam. Mapka jest bardzo czytelna. Jak byś czegoś potrzebowała to nie krępuj się i dzwoń.
W końcu doszły do pokoju.
- To tutaj.- Marika otworzyła drzwi.- Widocznie White jeszcze nie wróciła. Rozgość się, to twoja część pokoju. White kazała przekazać, że możesz ją urządzić według własnego gustu, więc masz wolną rękę. Koszty pokryje szkoła. oczywiście później już nie.- zachichotała- Tylko na samym początku. Więc radzę kupić jak najwięcej, zaoszczędzisz trochę.- mrugnęła porozumiewawczo.
- Dziękuję, że mi tak wszystko wytłumaczyłaś.
- Nie ma za co. Jakbyś czegoś jeszcze potrzebowała, to dzwoń. A tymczasem ja już idę. Do zobaczenia!
- Pa!
~<3~
Marika weszła do swojej komnaty i beztrosko opadła na łóżko. Nagle spostrzegła, że w pokoju znajduje się jakiś obcy chłopak, siedzący na łóżku Snow. Przyjaciółki nie było w pokoju.
- Em... Nowy chłopak Snow?- zapytała zdziwiona księżniczka
- Co?- zdziwił się chłopak- Nie! Tu ty jesteś Moniką z Arendelle? Chciałbym ją poznać.
- Nie, ja jestem tą drugą z sióstr.- zachichotała i wyciągnęła rękę na przywitanie- Marika z Arendelle, córka Elsy.
- Ah...- westchnął chłopak. Spojrzał na księżniczkę zakłopotany z uśmiechem, jakby wpatrywał się w obrazek. Otrząsnął się i uścisnął jej dłoń.- Hansel, syn Hansa księcia Nasturii.

Rozdział 12
Marika aż się wzdrygnęła na samą myśl o jego ojcu.
- Hans, powiadasz?- zapytała smutno
Chłopak nic nie odpowiedział.
- Przepraszam.- poprawiła się natychmiast- Nie powinnam była się tak zachować.
- Spokojnie.- uspokoił ją- Wiem jak się zachował wobec twojej mamy i cioci. Nie jestem z mojego przeznaczenia zadowolony, ja nie chcę takiego przeznaczenia.
Marika podeszła do niego, złapała go za rękę i spojrzała w jego błękitne oczy. Otworzyła buzię, żeby coś powiedzieć, lecz po chwili spuściła wzrok.
- Monika jest w komnacie 12, na parterze.- wymamrotała już pewna bezpieczeństwa jej kuzynki.
Tylko czy fakt o nie przyjęciu przeznaczenia nie był tylko kolejnym kłamstwem potomka i przyszłego księcia Nasturii?
~<3~
Marika kroczyła długim korytarzem, szukając miejsca do odpoczynku po wczorajszym dniu. Po chwili chodzenia w kółko po holu, do księżniczki podszedł Konrad i przytulił ją mocno.
- Co taka smutna jesteś?- zapytał zmartwiony
- Jestem jakaś zdenerwowana. Nie mogę się uspokoić.
- To może wyjdziemy na dwór?
- Dobrze.
Na placu przed szkołą panował spokój, ptaki radośnie ćwierkały, a drzewa delikatnie szumiały. Poszli usiąść na jedną z ławek pod drzewem wiśni, która powoli gubiła liście.
- Co mogę zrobić, żeby na twojej twarzy pojawił się uśmiech?- zapytał w końcu książę, po długiej chwili ciszy.
- Nic, po prostu tu bądź ze mną... w ciszy... żeby odpocząć od tego szkolnego gwaru.- powiedziała ze spokojem w głosie.
- Zrobię wszystko dla mojej królowej.- chwycił ją za ręce i spojrzał jej w oczy z uśmiechem.
Marika lekko pojaśniała.
- Dziękuję.- rzuciła mu się na szyję.- Dziękuję, że jesteś zawsze przy mnie.
Chłopak objął ją i przytulił.
- Tak. Zawsze będę przy tobie.- wyszeptał jej do ucha.
Nagle podbiegła do nich Alison.
- Marika.
- Hm?
- Wszędzie cię szukałam.- wydyszała zmęczona.- Pan Śpiewak woła cię na lekcję śpiewu.
- Ach, no tak. Zapomniałam.- wymamrotała szybko
- Masz jeszcze zawołać Monikę.- dodała
- Dobrze.- odparła i ruszyła szybko w kierunku budynku baśnioceum.
Księżniczka wyciągnęła LostroPhone z torebki i zadzwoniła szybko do kuzynki.
- Słucham?- wyszczebiotał radośnie głos w komórce.
- Monika, idziemy na lekcję śpiewu. Spotkamy się w holu.
- Ale jak? Teraz?
- Tak, teraz. Pośpiesz się.
- No... no dobrze.- odpowiedziała zmieszana i rozłączyła się.
Marika przyspieszyła kroku, nie chciała już na pierwszą lekcję się spóźnić i to jeszcze na tak ważną lekcję jak śpiew.
W holu nie musiała długo czekać za kuzynką. Przywitały się i dołączyły do grupki uczniów idących również na tą samą lekcję.
- Ale się denerwuję. To moja pierwsza lekcja w tej szkole.- mamrotała speszona Monika
- Nie denerwuj się, będzie dobrze.- uspokoiła ją córka Elsy i zaczęły nucić swoją ulubioną melodię.
Gdy wkroczyły do sali, Marika zobaczyła same znajome twarze: Hansel, Konrad, Apple, Briar i Alison. Zaraz za nimi do sali wkroczył pewnym krokiem Ryan, przyszły Kristoff z tej samej baśni co one. Również była to jego pierwsza lekcja.
- Ryan!- pisnęła Konika na widok blondyna w białej koszulce i granatowej marynarce.
- Hej Monia!- ucieszył się chłopak i uścisnął drobniutką dziewczynę.
- Co tam u ciebie?
- Ah, wspaniale! Tak się cieszę, że tu chodzę do szkoły. Nie wiedziałam, że umiesz śpiewać.- zachichotała
- To, że nie mam żadnej piosenki do zaśpiewania w baśni, to nie znaczy, że nie umiem śpiewać.- mrugnął do niej porozumiewawczo i ucałował ją w policzek.
Do sali wszedł nauczyciel śpiewu.
- No dobrze, moi drodzy. Zaczynamy lekcję. Kto jako pierwszy zaprezentuje nam swoje zdolności?
- Marika!- odpowiedzieli zgodnie wszyscy w klasie
Księżniczka spojrzała na wszystkich zmieszana. Zarumieniła się.
- Muszę?- zachichotała
- No nie jad się prosić Mika.- prosiła ją Alison
- No dalej Marika, chodź tu koło mnie, na środek i zaśpiewaj dowolną piosenkę.
- Wlazł kotek na płotek też się liczy?- zapytała nie mogąc powstrzymać się od śmiechu
Cała sala wypełniła się gromkim, radosnym śmiechem. Sam profesor też zachichotał pod nosem.
- No Marika, baz wygłupów. Może piosenkę twojej mamy?
- No dobrze.- westchnęła
Profesor podszedł do pianina i zaczął grać melodię do ustalonej piosenki. W sali zapanowała cisza, a Marika zaczęła śpiewać.

Rozdział 13
- Od lat coś w objęcia chłodu mnie pcha.- zakończyła i ukłoniła się lekko
- No, no... panno Arendelle- nauczyciel wstał od fortepianu- Bardzo dobrze. Masz talent po matce.
- Dziękuję.- zawstydziła się i usiadła z powrotem do swojej ławki
- No dobrze. Kto kolejny?- zapytał profesor i gdy Monika podeszła na środek sali, przysiadł znów do instrumentu
- Co panienka życzy sobie zaśpiewać?- zapytał żartobliwie
- Hm...- zaczęła zastanawiać się Monika- Pierwszy raz jak sięga pamięć.- rozmarzyła się
- Dobrze- i zaczął wygrywać melodię
Piosenkę zaśpiewała z takimi emocjami, jakby w tym momencie przeżywała swoje przeznaczenie.
Skąd wiesz, że ona chce wypełnić swoje przeznaczenie? Przecież jej tak dobrze jeszcze nie znasz.
Możesz w końcu skończyć wcinać mi się w opowiadanie? To naprawdę denerwuje/
Ja tylko mówię to, co myślę.
A musisz mówić to, co widzisz. Takie jest zadanie narratora.
A kto tak powie...
Sza! Przez ciebie przegapiłam występ przyszłej Anny.
Nie wiadomo, czy przyszłej...
Oj, no weź już przestań!!!

Po zajęciach wszyscy wyszli z sali, został tylko Hansel, który chciał trochę poćwiczyć przy instrumencie. Gdy zaczął grać, Marika która już przekroczyła próg drzwi, zastygła w bezruchu.
- Skądś znam tę piosenkę.- wyszeptała sama do siebie.
Po cichu weszła do sali i stanęła za chłopakiem. Po zakończonej piosence, w końcu się odezwała.
- Emm... Hansel?- zaczęła
Chłopak aż podskoczył i spojrzał na nią wystraszony.
- Marika. Nie wiedziałem, że tu jesteś. Gdybyś się wcześniej odezwała, to bym przestał kaleczyć twoje uszy.
- No coś ty!- wykrzyknęła szybko- Kaleczyć mi uszy? Też mi coś. Świetnie grałeś i przepięknie zaśpiewałeś.
- Serio tak myślisz?- zapytał szczerze zdziwiony.
Marika przytaknęła z uśmiechem na twarzy.
- Ojej... dziękuję. Jeszcze nigdy nie usłyszałem takiego komplementu, a szczególnie od takiej pięknej dziewczyny.- wymamrotał, a na jego polikach pojawiły się rumieńce.
Marika usiadła obok niego, na miękkim, skurzanym taborecie do fortepianu. Zaczęła wygrywać jakąś melodię. Nawet nie wiedziała jaką, byleby grać. Po chwili powstała bardzo fajna baza do nowej piosenki.
- Teraz tylko wymyślić słowa.- powiedział po chwili książę Nasturii
- Co?- Marika jakby została wyrwana z transu
- Super melodia. By fajna piosenka powstała, tylko trzeba wymyślić tekst.- wytłumaczył spokojnie
- Naprawdę?- spojrzała na niego zdziwiona- Nawet nie myślałam nad tym co gram.- zaśmiała się- Więc i tak z tego nic nie wyjdzie.
- A może?- Hansel pokazał jej dyktafon, który wyjął z kieszeni.
- Nagrywałeś mnie cały czas?- wystraszyła się księżniczka i lekko odsunęła się od chłopaka
- Nie.- zachichotał przyjacielsko- Tylko jak grałaś na fortepianie.
Marika przysunęła się niepewnie.
- Po co?
- Nie wiem.- odparł szybko- Może dlatego, że już od początku czułem, że potrafisz bajecznie grać.
Córka Elsy uśmiechnęła się z ulgą.
- Czemu jesteś taka nieufna wobec mnie?- zapytał w kińcu
- Nie wiem... to pewnie przez twoje przeznaczenie. Przepraszam, nie powinnam na to patrzeć.
- Wybaczam. Może... zgodzisz się zakolegować z takim głupkiem, jakim jestem ja?
Marika szturchnęła go w ramię.
- Przestań, nie jesteś głupkiem.- zaśmiała się- Z chęcią bym chciała się z tobą zakolegować.- uśmiechnęła się szeroko
Umówili się, że zjedzą razem podwieczorek w kawiarni, więc od razu po wyjściu z sali muzycznej, skierowali się do wioski Końca Książki. Po drodze minęli Doriana, a ten zatrzymał na chwilę księżniczkę.
- Marika. Mam nadzieję, że nie jesteś zła z powodu wczoraj?- zapytał smutno
- Nie spoko.- przerwała mu- Ale skoro nie możemy być razem, to nie chcę cię więcej spotykać. Przepraszam
- Czemu!?- wystraszył się chłopak, a jego ręce, które trzymały kilka książek, zaczęły się trząść.
- Nie mogę na ciebie patrzeć i myśleć, że nie mogę być z tobą. To mnie bardzo boli, Dorian. Proszę. Zapomnij, że znałeś takiego kogoś jak ja.
- Nie mogę.- wydusił z siebie
- Proszę. Chcesz, żebym była szczęśliwa i miała swoje szczęśliwe zakończenie? Więc zapomnij o mnie.- mówiła to z wielkim spokojem, lecz w duchu płakała jak małe dziecko.
Dorian nic nie odpowiedział. Tylko podszedł i ją przytulił. Nie chciał nigdy, przenigdy zapominać o Marice, ale jeśli to miało dać jej szczęście? Dla niej zrobi wszystko.
Księżniczka wtuliła się w młodego pisarza i pozwoliła, by kilka łez spłynęło po jej poliku.
- Już muszę iść.- wyzwoliła się z jego uścisku i przetarła łzę- Żegnaj.
Dorian jeszcze przez chwilę trzymał ją za rękę, ale później musiał już puścić, by odeszła szczęśliwie, bez niego.
Poczuł żal do samego siebie.
- Czemu posiadam tą przeklętą Księgę Baśni?!- warknął przez zaciśnięte zęby
Zza rogu przyglądała się wszystkiemu Alison.
- Postąpiłeś słusznie.- wyszeptała, lecz on jej nie usłyszał.
Szedł wkurzony w kierunku własnego pokoju.

Rozdział 14
Marika przez całą drogę do miasteczka nie odzywała się ani słowem. Cały czas rozmyślała nad tym, czy dobrze postąpiła.
- Ej.- odezwał się Hansel, gdy już dochodzili do kawiarni
- Hm?- spojrzała na niego smutno
- Mam dziwne przeczucie, że to przez tego chłopaka.
- Ale co?
- Twój humor. Nie wiem o czym z nim gadałaś, ale jeszcze przed rozmową nie byłaś taka smutna.
Księżniczka uśmiechnęła się, żeby zaraz nie wybuchnąć płaczem.
- Nic mi nie jest, Spokojnie.- powiedziała i weszli do kawiarenki.
~<3~
- Hej Dorian!- do chłopaka podbiegła wesoła Monika
- Cześć.- uśmiechnął się
- Widziałeś gdzieś Marikę? Myślałam, że będzie z tobą...
Dorian skinął głową.
- Tak, widziałem. Szła z Hanselem na miasto.
- Ale fajnie!- ucieszyła się księżniczka- Wydaje się być miły. Dobrze, że nie chce przyjąć swojego przeznaczenia.
- Popierasz Rebelsów?- zaciekawił się
- No jasne! Czemu miałabym być im przeciwna?
- Myślałem... Ah, nie ważne.- przerwał nagle
- Że będę tak jak Marika, Royalsem?- zgadła Monika
Chłopak przytaknął.
- Cóż... chcę przyjąć swoje przeznaczenie, ale też je trochę pozmieniać. Sama nie wiem do jakiej, tak właściwie, grupy należę.- wytłumaczyła- Jestem Roybelsem.- zaśmiała się.- Istnieje w ogóle takie słowo?
Dorian też zaczął się śmiać.
- Nie wiem. Nigdy wcześniej takiego nie słyszałem.
- No to teraz już istnieje.- oznajmiła wesoło
- Hejka mała, hej Dorian.- dołączył do nich Ryan
- Hej.- przywitał się syn pisarza
- Ryan! To, że jestem dwa lata młodsza, nie znaczy, że jestem mała.- zachichotała
- Dla mnie zawsze będziesz małą, kochaną księżniczką.- chłopak przytulił ją mocno i ucałował w czoło.
Nagle obok nich szybko przebiegł jakiś chłopak.
- Hej, Ryan, trener nas woła na salę! Pośpiesz się!- krzyknął i już zniknął za zakrętem.
- Super, kolejny trening.- blondyn złapał się za głowę.- Muszę już pędzić. Pa skarbie.
- Spotkamy się po treningu?- zapytała uśmiechnięta
Chyba mało kto widział ją z zasmuconą miną.
- Jasne. To pa. Pa Dorian!- rzucił na pożegnanie i zniknął za tym samym rogiem, co jego kolega z drużyny.
- Ah, Ryan jest boski!- westchnęła księżniczka- Cieszę się, że będziemy w przyszłości dzielić swój los... No i widzisz? Teraz gadam jak Royals.- zauważyła
Dorian odruchowo przytaknął.
- Eh, ale zanudzam, gadam tylko o sobie.- walnęła się w czoło.- Powiedz mi cos o sobie.
- Ale co?- zdziwił się
- Nie wiem, na przykład... po której stronie ty jesteś?
- Ja popieram Rebelsów.
Monika spojrzała na niego zaciekawiona.
- Nie widzę większego sensu w monotonnym odtwarzaniu życia swoich rodziców.- wyjaśnił
Rozmowę przerwała im informacja, płynąca ze szkolnego radiowęzła.
" Uczniowie klas, podpisujących w tym roku Księgę Legend, proszeni są o niezwłoczne wstawienie się w auli, na próbę."
- Chodźmy.- ruszyła Monika w kierunku tejże auli- Dyrektor nie będzie zadowolony, jeśli się spóźnimy.
~<3~
- Wkładamy klucz w Księdze i przekręcamy o trzydzieści stopni...- Dyrektor Grimm wygłaszał swoje tradycyjne ogłoszenie, jak postępować w trakcie wejścia na mównicę.- A teraz wyczytam w jakiej kolejności będziecie podpisywać Księgę w Dzień Dziedzictwa. Ekhem: White Swan, Lili Ella, Tina Ella, Snow Princess, Calista Queen, Konrad Charming, Alison Wonderland, Dorian Andersen, Marika z Arendelle, Hansel Książę Nasturii, Monika z Arendelle, Ryan Charming, Isabelle...
Uczniowie po kolei podchodzili do schodów, kierujących na mównicę, w określonej kolejności.
Próba przebiegła bez żadnych komplikacji, nawet dyrektor Grimm nie przewidział, że pójdzie tak dobrze.
- Widzicie moi drodzy. Częste próby się opłacają, idzie wam coraz lepiej. A teraz jesteście już wolni.- zakończył i wszedł do budynku szkoły.
Marika natychmiast uciekła, by zniknąć z oczy Dorianowi. Że też dyrektor ustawił ich obok siebie.
- Nie mógł go ustawić obok Snow, albo White?- mamrotała do siebie, gdy wbiegła na łąkę oddaloną daleko od murów baśnioceum.
W około nie było żadnej żywej duszy. Marika zauważyła, że coraz częściej ucieka w takie miejsca. Zrozumiała, czemu jej matka uciekła na Lodowy Wierch. Tylko z dala od ludzi idzie się uspokoić i opanować nerwy.
Spojrzała na swoją śnieżnobiałą, obcisłą sukienkę. Bieg przez krzaki nie był najlepszym pomysłem. Tym bardziej bieg przez kolczaste krzaki. Ale podczas uciekanie nie myślała o tym gdzie i jak biegnie. Myślała tylko, żeby biec gdzieś daleko, daleko stąd.
Dopiero teraz uspokoiła oddech i odetchnęła z ulgą.
- Dlaczego miałam takie życzenie? Przecież nie mogę... nie chcę przed nim wiecznie uciekać. Nie chcę.- powtórzyła, uświadamiając sobie, co tak właściwie do niego czuje.

Rozdział 15
Słońce na polanie delikatnie grzało, wiatr melodyjnie szumiał. Wszystko wydawałoby się być normalne, idealne i bezpieczne, gdyby nie to... że z nieba pruszył biały śnieg. Po kilku minutach zieleń polany zastąpił lekki i puszysty puch. Córka Elsy była wyraźnie zaniepokojona. Gdyby nie jej zdenerwowanie, z nieba nie spadłaby nawet jedna, krystaliczna śnieżynka.
- O nie!- wystraszyła się, gdy w końcu otworzyła oczy i ujrzała całą scenerię- Nie, nie, nie!
Z każdym dniem było coraz bliżej Dnia Dziedzictwa. Marika to czuła, a teraz nawet zobaczyła.
- Nie denerwuj się, spokój, nie czuj nic.- rozkazywała sobie, ale to nie pomagało lecz działało w zupełnie inną stronę.
Zaczęła płakać, nie wiedziała jak sobie poradzić. Magia ją po prostu przerosła. Pobiegła trochę dalej, przetarła łzy i zaczęła śpiewać. Śpiew zawsze ją uspokajał, w takim razie czemu teraz nie miałoby zadziałać? Drzewa zaczęły szumieć w taki sposób, jakby specjalnie wygrywały melodię dla księżniczki. To była melodia do piosenki, którą jej mama niegdyś śpiewała. Marika rozpoznała to już po pierwszym dźwięku. Jednak córka Elsy nie miała teraz ochoty śpiewać identycznej piosenki.
- Pamiętam jak zawirował świat,
  to był ten pierwszy raz.
  Pocałowałeś mnie tak nagle
  i uciekłeś w siną dal.- westchnęła
- Ten cały świat szyderczy uśmiech posyła,
  "To nie będzie tak, to nie jest twa baśń".- zrobiła surową minę, jakby naśladowała swojego ojca.
- Masz silna być,
  nie płakać nic.
  Żadnych imprez,
  od teraz tak masz żyć.
  Smutna i zła,
  bez chłopaka.- po chwili roześmiała się i wykrzyknęła melodyjnie
- Ale to nie ja!
  Kocham Cię, kocham Cię,
  dawno skradłeś serce me.
  Kocham Cię, kocham Cię,
  czemu to takie trudne?!
  Twój uśmiech roztapia lód w sercu.
  Gdy patrzę w oczy twe.- zrobiła maślane oczy i wyobraziła sobie Doriana, stojącego przed nią.
- Zapominam wnet o całym świecie.- zakończyła i wystraszona spojrzała w niebo.
Zamiast błękitu, ujrzała kłębiące się chmury burzy śnieżnej. Zaczęła się śnieżyca. Wokoło zrobiło się tak biało, że Marika ledwo widziała rzeczy oddalone metr od niej.
~<3~
Dorian wyszedł przed budynek baśnioceum, by trochę pospacerować . Spojrzał na wzgórze oddalone o pół kilometra. Nagle odskoczył jak oparzony. Nad wzgórze zaczęły napływać gęste, burzowe chmury, z których nieustannie sypał śnieg.
- Marika.- wyszeptał przestraszony i bez namysłu zaczął biec w stronę burzy śnieżnej.
~<3~
Księżniczka była na szczycie wzgórza z polaną i kuliła się ze strachu przed własną mocą. Po chwili wstała i próbowała iść gdziekolwiek, byleby poczuć się bezpieczniej. Śnieg sypał tak obficie, że można go było pomylić z gęstą mgłą. Nie było widać nic. Równie dobrze mogła iśź z zamkniętymi oczami. Po chwili ktoś ją objął.
- Już. Spokojnie.- wyszeptał chłopak
- Dorian?- zapytała niepewnie księżniczka
Chłopak przytulił ją jeszcze mocniej. Śnieg nagle ustał. Jeszcze ostatnie śnieżynki spadły delikatnie na ziemię, a zza chmur próbowały przebić się promienie słoneczne. Teraz Marika czuła się już bezpiecznie. Chłopak nawet nie musiał się odzywać, żeby księżniczka poczuła, że to on i żeby się uspokoiła. Odetchnęła z ulgą i zaczęła płakać.
- Przepraszam, przepraszam!- krzyczała przez łzy
- Co ci? Nie przepraszaj! Przecież nic się ie stało.- tłumaczył roztrzęsiony
- Jak to nic? Jestem głupia, w ogóle nie potrafię panować nad własną mocą. Jestem do niczego! Mogłam narazić wszystkich na niebezpieczeństwo. Ta burza mogła cię zabić.- szarpała koszulę chłopaka- A to wszystko przeze mnie.
- To nie przez ciebie. To normalne, że jeszcze nie panujesz nad magią.
- Mogłam cię zabić.- powtarzała przerażona, przez łzy
- Nic mi przecież nie jest.- przetarł łzę spływającą na jej poliku i spojrzał jej w oczy.- Widzisz?! Nic mi nie jest.- przekonywał- Ale strasznie bałem się o ciebie.
Marika jeszcze raz wtuliła się w jego ramiona i nie chciała już nigdy puszczać. Przy nim czuła się bezpieczniej. Przy nim było spokojniej. Przy nim mogła być sobą. Tylko czemu chciała już nigdy nie widzieć go na oczy? Teraz bardzo żałowała wypowiedzianych wcześniej słów.
- Proszę...- wyszeptała mu na ucho-... Już nigdy mnie nie zostawiaj samej.
- Dobrze.- zgodził się- Nie martw się już.

                            Rozdział 16
Gdy wrócili do szkoły, od razu podbiegł do nich Konrad. Był wyraźnie wystraszony.
- Marika! Co ci jest? Strasznie pobladłaś.
- Nic mi nie jest. Nie martw się.- uspokoiła go, lecz po chwili musiała się podtrzymać Doriana, żeby nie upaść na podłogę
Wytworzenie takiej wielkiej śnieżycy nie było lekkim zadaniem i księżniczka była bardzo zmęczona. Przez drogę powrotną Dorian niósł ją na plecach, aby ta trochę odpoczęła. Córka Elsy nie wiedziała co by się stało, gdyby się tam nie pojawił. Była mu teraz bardzo wdzięczna. Chłopak odprowadził ją do pokoju i przyniósł ciepłą herbatę.
- Zziębnięta jesteś.- wyszeptał, gdy złapał jej dłonie
- Nic mi nie będzie. To normalka.- uśmiechnęła się
- Pewnie jesteś zmęczona. Pójdę już, żeby ci nie przeszkadzać.- wstał z łóżka i skierował się w kierunku drzwi
- Poczekaj!- Marika podbiegła i pocałowała go w policzek- Dziękuję, że nie posłuchałeś mnie i mimo wszystko pobiegłeś mi pomóc. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła.
- Nie ma za co.- zaśmiał się- Nie chciałem, żebyś zrobiła sobie krzywdę. Odpoczywaj.
Pożegnali się, a gdy chłopak wyszedł z pokoju, dziewczyna położyła się na łóżku.
~<3~
- No, no... nieźle zaszalałaś.- zaśmiała się Snow, siedząc na łóżku przyjaciółki
- Przestałam panować nad sobą.- odparła księżniczka smutno- I tak... wyszło.
- Miałaś farta, że Dorian zorientował się gdzie jesteś.
- Tak, wiem. Jestem mu za to bardzo wdzięczna.- spojrzała na chłopaka ze zdjęcia klasowego
- Czemu nie chciałaś się z nim spotykać?- Snow nadal nie rozumiała postawy Mariki
- Długa historia. Nieważne.- mrugnęła do przyjaciółki- Nie przejmuj się mną.
- Nie mogę!- Snow przytuliła ją- Jesteś moją najlepszą przyjaciółką. Jak mogłabyś mnie nie obchodzić?
Córka Elsy wzruszona słowami towarzyszki odwzajemniła uścisk.
- Dziękuję.- wyszeptała
~<3~
Po zakończonych lekcjach Marika spacerowała z Hanselem, niedaleko strumyka.
- W końcu sobie poradzisz z tą mocą.- pocieszał ją chłopak
- Mam nadzieję.- odparła smutno- "Miłość rozpuszcza lód w sercu"... słowa mojej mamy są bez sensu.- kopnęła zezłoszczona kamyk, leżący na drodze, a on pokrył się szronem.
- Nie mów tak.- chłopak złapał ją za ręce i spojrzał jej w oczy- Na pewno jakąś rację miała.
- Gdyby to była racja, wcale bym nie miała problemu z tym chłodem.- spuściła wzrok- To nie ma sensu. Im bliżej Dnia Dziedzictwa, tym moje moc nabiera na sile. Ja tak nie chcę.
- Nie wiem co ci poradzić.- wymamrotał pod nosem
Usiedli na zboczu, pokrytym soczystą, zieloną trawą. Marika zamknęła oczy i położyła się na plecach.
- Musisz znaleźć jakąś rzecz, przy której odpoczywasz, od razu się uśmiechasz i wykorzystać ją, gdy czujesz, że zaczynasz się denerwować.- wymyślił
Dziewczyna westchnęła, otworzyła oczy i spojrzała na chłopaka, który był pochylony nad nią.
- Zamknij oczy.- powiedział
- Po co?
- Zamknij.
Dziewczyna posłusznie przymknęła powieki.
- Wyobraź sobie teraz coś co sprawia, że się relaksujesz.- kontynuował
Marika ujrzała przed sobą ogród nocny, który pokazał jej Dorian.
- A teraz rzecz, która sprawia, że momentalnie się uśmiechasz.
Teraz wyobraziła sobie samego Doriana, lecz momentalnie po tym otworzyła przestraszona oczy i zerwała się, jednocześnie uderzając głową z Hanselem
- Auć!- krzyknęli jednocześnie, po czym chłopak zaczął się śmiać
- Miałaś sobie wyobrazić coś miłego, a nie trolla w szpilkach!- nie mógł powstrzymać się od komentarza
- Przepraszam, ale twój sposób raczej nie podziała.
- Dlaczego tak uważasz?
- Bo... nie umiem sobie wyobrazić innej rzeczy, która sprawia, że jestem szczęśliwa.
- Powiedziałaś... "innej rzeczy"? To co sobie właściwie wyobraziłaś?
Marika spojrzała na niego wymownie.
- Aaaa...- zrozumiał- Bo odskoczyłaś tak, jakbyś zobaczyła ducha!
- Nic z tych rzeczy.
Księżniczka wstała i skrzyżowała ręce na piersiach, spoglądając na zachodzące, za wzgórzem, słońce.
- Wszystko by było łatwiejsze, gdyby nie ta księga.- wymamrotała zmartwiona
- Co?!- Hansel odskoczył jak poparzony- Jaka księga?
- Doriana.- wzruszyła ramionami, jakby nie powiedziała nic nadzwyczajnego.
- On posiada jakąś magiczną księgę?!- Hansel otworzył szeroko oczy
Marika westchnęła, czując, że znów coś musi tłumaczyć i zaczęła się śmiać.
- No co? Powiedziałem coś głupiego?- zaśmiał się
- Nie... nic, nic. Po prostu znów muszę coś tłumaczyć.
- Nie moja wina, że jesteś taka tajemnicza.
- Ja? Tajemnicza?!- zaśmiała się i wskoczyła chłopakowi na barana- Jestem jak otwarta księga, nie ważne o co mnie zapytasz, na wszystko ci odpowiem... to jest mój minus.
- No- podrzucił ją lekko-... To opowiedz mi o tej księdze twojego pisarzyka.
- Wiedziałam, że nie odpuścisz.- wtuliła się w niego i zaczęła tłumaczyć o magicznej księdze, dzięki której Dorian może zobaczyć przyszłość.

Rozdział 17
- Długi weekend czas zacząć!- do pokoju Mariki wkroczyła White, pewnym krokiem.
Księżniczka wystraszyła się tak niespodziewanego wejścia przyjaciółki.
- Błagam cię, White! Już nigdy mnie tak nie strasz!- gdy wrócił jej normalny oddech, kontynuowała przygotowanie łóżka do snu.
- Ty już zamierzasz iść spać?- zdziwiła się łabędzica
- No... tak. Pewnie i tak długo nie zasnę, bo nie jestem śpiąca. - spojrzała na zegarek na biurku
- To idealnie się składa!
- Co?
- Wciskaj jakąś cudną kieckę i idziemy na imprezę!- White podekscytowana podeszła do szafy z ubraniami
- Ło ło ło... zwolnij. Dyrektor nie pozwala o tej godzinie wychodzić poza granice budynku baśnioceum.
- Spokojnie.- puściła oczko do przyjaciółki i pokazała dwie karteczki ze stemplem szkoły- Mam przepustki.
- Skąd je masz?!- Marika podskoczyła i podeszła obejrzeć je z bliska.
- Sprzedałam dyrektorowi bajkę, że jedziemy do moich rodziców na majówkę.
- I łyknął haczyk?- Marika nie dowierzała własnym uszom.
- Nie było tak łatwo. Chciał dowodów, że to co mówię jest prawdą. Duchess przez rozmowę telefoniczną udawała mamę. Ma bardzo podobny głos... no... i... uwierzył.- pisnęła na końcu ze szczęścia
- Ale... to nie będziemy mogły pokazywać się w szkole przez kilka dni.
- Wiem.- odparła White, stojąc obok spakowanej już walizki przyjaciółki
- Jak ty to...- wydukała podchodząc do walizki i sprawdzając zawartość.
- Spokojnie, spakowałam ci idealne zestawy ubrań na każdy dzień.
Córka Elsy uśmiechnęła się słysząc słowa przyszłej księżniczki łabędzi. White Swan- jak zawsze perfekcyjna w doborze ubrań.
- Jeszcze tylko ty się wciśnij w jakąś kieckę... śpiesz się, bo zaraz powinnyśmy tam być.- pośpieszała
- Już, już... Nie mam żadnej fajnej.- westchnęła Marika, stojąc przy otwartej szafie
- Nie wierzę, ty masz same ekstra sukienki. Hm... weź tą. podała jej brokatową, srebrną mini
- No... ok.- poszła się przebrać- Jejku, ale ciasna... co mi odbiło, żeby kupić taką sukienkę?
- No coś ty?! Idealnie na tobie leży. Jeszcze tylko te szpilki i będzie super.
Marika skończyła się ubierać, czesać i mamrotać, po czym wraz z łabędzicą wyszły ze szkoły i ruszyły do świata "Jeziora łabędziego", na imprezę.
~<3~
Dziewczyny do domu państwa Swan przyszły około północy, próbując niee obudzić nikogo.
- Twoi rodzice się nie martwią, że tak późno przychodzisz?- spytała szeptem Marika, idąc przez ciemny korytarz
- Um... nie, chyba nie.- zamyśliła się młoda łabędzica- Wiedzą, że jestem odpowiedzialna i nic mi nie będzie, że nie zrobię nic głupiego, lekkomyślnego.
- Fajnie masz. Moja mama jest strasznie nadopiekuńcza. Gdybyśmy nie wróciły do ciszy nocnej. od razu zwołałaby straż, żeby szukała nas po całym Arendelle i okolicach.- westchnęła
- Kiedyś jej to przejdzie.- White otworzyła drzwi do pokoju i zapaliła światło.
- Jejku!- zachwyciła się Marika na widok pięknego pokoju
- Nieźle, co?- zaśmiała się
- Nieźle? Cudownie! Tyle tu baletu!
- Lubisz balet? Nie wiedziałam...
- Uwielbiam, ale... to niezgodne z moim przeznaczeniem, więc nikomu o tym nie mówię.
Księżniczka łabędzi podeszła do niej z nowiutkimi, błękitnymi pointami w dłoniach.
- Hm? Co powiesz na kilka piruetów?- zachęciła podając Marice satynowe buciki do tańca- Umiesz na nich tańczyć, prawda?
- Jasna sprawa!- uśmiechnęła się, wzięła pointy i zaczęła zawiązywać troczki.
 Po chwili White włączyła na swoim Lustro Phonie muzykę do walca z Jeziora Łabędziego i zaczęła tańczyć. Marika dołączyła trochę później, gdy nauczyła się już kroków, na poczekaniu wymyślonych przez jej przyjaciółkę.
Po zakończonym tańcu, padły zmęczone na łóżko i zaczęły chichotać. Wtem usłyszały głośne pukanie do drzwi. Biała księżniczka podeszłą i otworzyła drzwi. W progu stała zaspana siostra- Duchess Swan.
- Możecie, z łaski swojej, się uciszyć?- wymamrotała oburzona
- No dobrze, bez nerwów.- wzruszyła ramionami młodsza z sióstr.
 Czarna łabędzica poszła do swojego pokoju, a White wraz z Mariką poszły spać.

Rozdział 18
Po majówce, dziewczyny wypoczęte wróciły do szkoły. Marika rozpakowała swoją walizkę z podróży i poszła na lekcję zarządzania królestwem.
- I pamiętajcie! Dobra królowa, to nie zawsze surowa królowa.- zakończył profesor lekcję i zabrzmiał dzwonek
Córka Elsy wybiegła radośnie z klasy i ruszyła w poszukiwaniu Moniki. Znalazła ją przed budynkiem szkoły, siedzącą na jednym z najwyższych drzew i nucącą swoje ulubione piosenki. Marika podeszła do drzewa i spojrzała do góry- było naprawdę ogromne.
- Monika! Jak ty tam weszłaś?!- krzyknęła do kuzynki, siedzącej na jednej z najwyższych gałęzi buku
Ta, wychyliła się, by zobaczyć kto ją woła, a gdy ujrzała znajomą twarz kuzynki, zamachała wesoło.
- A nie wiem. Widziałam jak Maddie się tak wspina i też chciałam spróbować.
Po chwili zza Moniki wyłoniła się uśmiechnięta twarz młodej córki Szalonego Kapelusznika.
- Obie jesteście tak samo szalone!- zaśmiała się Marika
- Chodź do nas!- zachęciła Maddie
- Nie, dziękuję. Nie mam zamiaru stamtąd spaść.
Kapeluszniczka wzruszyła ramionami i wraz z Moniką schowała się w liściach drzewa.

~<3~

Nastał wieczór. Ostatni wieczór przed najważniejszym dniem w roku- Dniem Dziedzictwa. Marika nie poszła na żadne spotkania i imprezy z koleżankami, żeby się "odstresować". Ona nie należy do tego typu ludzi. Gdy została sama w pokoju, położyła się na łóżku i wystukała w LustroPhonie wiadomość do Doriana.

MARIKA: Hej! :)
DORIAN: Hej, coś się stało?
MARIKA: N-nie... Eh, kogo ja próbuję oszukać...
DORIAN: Mów co ci jest? Spróbuję pomóc.
MARIKA: Na prawdę, nic mi nie jest. W ogóle po co do ciebie pisałam? Nie potrzebnie zawracam głowę.
DORIAN: Idę do ciebie. Koniec. Kropka.

Księżniczka nie zdążyła nawet zaprotestować, bo już po chwili rozległo się pukanie do drzwi. Podeszła i otworzyła. Dorian. On nigdy jej nie zostawi. Nawet, gdy nie prosi o pomoc.
- Chodź!- złapał ją za rękę i wyciągnął z pokoju
- Gdzie idziemy?- zapytała zdezorientowana
- Powiem tylko, że gdzieś najdalej stąd.- wyszeptał jej do ucha
Wyszli z baśnioceum i Dorian poprowadził Marikę do pewnego parku, którego gdzieniegdzie o zachodzie słońca, pokrywała mgła. Księżniczka puściła chłopaka i podeszła do niewielkiego oczka wodnego, do którego spadał mały wodospad.
Zamknęła oczy i rozluźniła się. Ona zawsze wiedział, gdzie ją przyprowadzić, by poczuła się lepiej. Po chwili podszedł do niej od tylu i zatopił swoją twarz w gęstych włosach dziewczyny, a rękoma objął ją w talii. Marika westchnęła.
- Czuję się, jakbym dopiero zaczynała naukę tutaj. A jutro już podpisuję Księgę Legend. Nie będzie już odwrotu.- rozmyślała, cały czas patrząc w jeden punkt wodospadu.
Poczuła ciepły oddech chłopaka na swojej szyi, który przyprawił ją o gęsią skórkę.
- Nic nie powiesz?- zdziwiła się, nadal nie patrząc w jego stronę.
Chłopak westchnął, a Marika wreszcie odwróciła się, by spojrzeć mu w oczy.
- Chcę nacieszyć się tą chwilą, bo po podpisaniu przez ciebie Księgi, mogę cię stracić i już nigdy więcej nie zobaczyć na oczy.- odwrócił wzrok, nie mógł wytrzymać jej spojrzenia
Księżniczka chwyciła jego obie dłonie i przyłożyła do swojej twarzy.
- Nie chcę cię stracić. Nie wytrzymam tego.
- To nasz ostatni wolny wieczór. Ostatni. Przy którym nie musimy myśleć o naszym przeznaczeniu. Ostatni, kiedy możesz być kim tylko chcesz, bo... później cię stracę.
- Nie mów tak! To, że podpiszę Księgę, nie oznacza, że zerwę kontakt z tobą.
- No niby nie, ale... będziesz zaczynała swoje królewskie życie, z Konradem u boku.
- Niestety- przerwała mu szybko- Ale i tak, on nigdy nie znajdzie miejsca w moim sercu.
Dorian spojrzał na dziewczynę, która właśnie spuściła wzrok. Podniósł jej podbródek, przybliżył się i złączył ich usta w romantycznym pocałunku. Marika poczuła przyjemne mrowienie w palcach. Splotła swoje dłonie na karku chłopaka i pozwoliła, żeby jej twarz niemalże tonęła w jego silnych dłoniach. Odwzajemniła każde, nawet delikatne muśnięcie jej ust. Czas jakby stanął dla niej w miejscu. Pomiędzy pocałunkami zdołała wydobyć z siebie tylko ciche "kocham Cię". Marika jeszcze nigdy w życiu nie była szczęśliwsza.
Księga Doriana ostrzegała, że to się dla nich źle skończy, ale dziewczyna nie myślała teraz o tym. Jej głowę zaprzątała myśl o tym jak czuje się kochana i bezpieczna.
Gdy zakończyli swój pocałunek, Marika spojrzała chłopakowi w oczy, a po chwili wtuliła się w jego klatkę piersiową. Czuła się tak dobrze. Tak bezpiecznie.
Chłopak objął ją i jeszcze co jakiś czas całował ją w czubek głowy. Chociaż przez jakiś czas mogli całkowicie zapomnieć o swoim przeznaczeniu i kierować się głosem serca.

Rozdział 19
Marika obudziła się we własnym pokoju. Co dziwne, nie przypominała sobie, że tutaj zasypiała. Ostatnie co pamiętała przed zaśnięciem to ciepły uścisk Doriana.
Przeciągnęła się na łóżku i spojrzała na karteczkę zostawioną na stoliku nocnym.
- "Nie ważne co się stanie, jak potoczy się życie, ja zawsze będę Cię kochał"- przeczytała słowa zapisane na zdobnej karteczce.
Nie było podpisu, lecz dziewczyna od razu wiedziała, że tą wiadomość zostawił Dorian. Tylko on miał taki piękny charakter pisma.
Rozejrzała się po pokoju. Była sama. Snow albo nie wróciła do dormitorium w nocy, albo gdzieś wyszła. Nagle zauważyła sople lodu, wiszące z sufitu. Wcześniej ich tu nie było...
- No tak! Dzisiaj Dzień Dziedzictwa!
Marika wstała z łóżka i podeszła do lustra. Snow pewnie na przygotowanie sukni musiała iść gdzieś indziej. Córka Elsy przejrzała się w lustrze.
- Cóż... ta koszula nocna raczej nie reprezentuje mojej mamy.- zaśmiała się o siebie.
Zamknęła oczy, skupiła swoją całą uwagę na własnej magii i przejechała dłońmi po rękach, a po chwili momentalnie pojawiły się rękawy z sukienki jej mamy.
Zrzuciła puch śniegu, który pojawił się na jej dekolcie, a on wytworzył kolejną część sukni. Co chwila pojawiały się owe elementy jej kreacji. Jakby powstawały ze śnieżnej aury, która całkowicie ją otaczała. Marika nie wierzyła własnym oczom. Jeszcze raz spojrzała w lustro. Tym razem wyglądała już jak kopia własnej matki, tyle, że... w ciemnych włosach i piwnych oczach. Tylko jeszcze jednej rzeczy brakowało, ale księżniczka nie mogła dojść, przez dłuższy czas, jakiej. Po chwili ją olśniło. Pstryknęła palcami nad ramionami i nagle pojawiła się długa, oszroniona peleryna.
- Nie mogę w to uwierzyć!- wykrzyknęła, gdy już była gotowa.
Magiczna moc nawet zaplotła jej warkocza.
Dziewczyna wyszła z pokoju i dumnym krokiem ruszyła w kierunku komnaty Doriana. Wszędzie gdzie postawiła krok, zamarzała podłoga. To ją lekko przerażało, ale jednocześnie wywoływało uśmiech na twarzy. Gdy już doszła do pokoju chłopaka, ostrożnie zapukała do drzwi. Nikt przez dłuższy czas nie otwierał, więc księżniczka chciała już odejść. W ostatniej chwili chłopak uchylił lekko drzwi i pociągnął ją do środka.
W pokoju nie było Huntera. Znajdowali się tylko ona i Dorian. Stali nieruchomo i patrzyli sobie w oczy, jakby byli zapatrzeni w obraz.
- Chyba powinniśmy już iść do auli.- wydukała głucho księżniczka, przerywając niezręczną ciszę.
Ten spojrzał na zegarek w pokoju, a po chwili zdezorientowany, na nią.
- Przecież podpisanie Księgi Legend jest wieczorem.
- A no tak! Przepraszam.- Marika spuściła wzrok i zaczęła bawić się warkoczykiem.
- Pięknie wyglądasz.
- D-dziękuję.- dziewczyna zarumieniła się
Po chwili do pokoju wpadł Hunter, szeroko uśmiechnięty.
- Siema Dorian, cześć... Marika?
- Tak?- przytaknęła zdezorientowana i zaczęła się śmiać.
- Przepraszam, ale nie rozpoznałem Cię w tej sukience.
- Nic się nie stało.- odparła i znów nastała krępująca cisza
- Chyba wam przeszkodziłem...- syn łowczego skierował się w stronę drzwi.
- Nie, nie, spokojnie- zatrzymała go- Ja tak właściwie... już wychodziłam.- wytłumaczyła, wyszła z pokoju i poszła w kierunku komnaty Moniki i White.
Szła przez długi korytarz, z portretami na ścianach, zwany przez uczniów "Korytarzem Gwiazd". Faktycznie. Na portretach znajdowały się tylko i wyłącznie wielkie sławy w Krainie Baśni: Królowa Śnieżka, Szalony Kapelusznik, Dyrektor Grimm. Miała to być forma podziękowania za ich liczne zasługi.
Księżniczka przechodząc obok portretów, widywała na nich twarze rodziców jej koleżanek.
Każdy miał znaną mamę lub tatę... tylko nie ona.
- Może to przez to, że moja historia nie jest jeszcze tak znana?- zapytała sama siebie.
Spojrzała na portret wielkiego pisarza, Andersena. Dorian był bardzo podobny do własnego ojca. Jeszcze jak dzisiaj ubrał taką samą marynarkę...
Nagle spojrzała za siebie. Całą podłogę w korytarzu pokrywał lód.
- Świetnie.- spuściła głowę z zażenowaniem- Jeszcze tego mi brakowało.
Na szczęście niedaleko była komnata jej kuzynki. Weszła do pomieszczenia, próbując nie zwracać uwagi innych uczniów na siebie i na pojawiające się pod jej nogami tafle lodu.
Monika, widząc kuzynkę wchodzącą przez drzwi, od razu i rzuciła się jej na szyję. Córka Elsy zbadała ją poważnym wzrokiem, niemal przerażającym wzrokiem, po czym uśmiechnęła się, pokazując swoje wszystkie białe zęby.
- Gdybyś była wyższa i miała inny kolor oczu, pomyliłabym cię z ciocią.- zawołała poprawiając kosmyk włosów, spadający na Moniki oczy.
- Ale mama miała rację, mówiąc, że ta sukienka jest mega wygodna.- wygładziła fałdę na sukni- A twoja sukienka jest przepiękna. Cała się tak świetnie mieni.
- Też mi się podoba, ale... wyglądam, jakbym cała obsypała się brokatem.- zaśmiała się- nawet we włosach mam błyszczące płatki śniegu. Właśnie! Musisz mi pomóc.
- Co takiego?
Marika wskazała, by wyjrzała za drzwi. Córka Anny posłusznie wykonała polecenie i wychyliła głowę.
- O mamusiu!- wystraszyła się Monika
- I co mam teraz z tym zrobić?- westchnęła zrozpaczona Marika
Młodsza księżniczka zamyśliła się
- Wiem! Zignorujmy to!- wykrzyknęła zadowolona
- Zwariowałaś?! Nie możemy tak tego zostawić, myślisz, że nikt nie zauważy zlodowaconego korytarza?
- Spokooojnie... samo zniknie.
- No nie wiem...
- Najwyżej po Dniu Dziedzictwa to uprzątniemy.
Marika po kilku argumentach Moniki, odpuściła.
Wyszli z pokoju, gdy córka Anny zobaczyła na korytarzy Ryana
- O, jesteście. Właśnie miałem po ciebie iść.- powiedział, gdy Monika rzuciła mu się na szyję- Hejka Marika.
- Cześć.- odparła i rozejrzała się po korytarzu.
Po chwili ktoś podszedł do niej od tyłu, objął ją w talii i wtulił się w jej szyję.
- Cześć śnieżynko.- przywitał ją ciepłym głosem
Marika pd razu rozpoznała głos jej przyszłego księcia z bajki.
- Cześć Konrad.
- Gotowa na Dzień Dziedzictwa?- obrócił ją twarzą do siebie
- T-tak,właśnie miałam iść z Moniką i- przerwała, nie widząc ich nigdzie w pobliżu-... Ryanem do auli...
- Chyba... o tobie zapomnieli.- zaśmiał się- Może zachwycisz mnie swoją obecnością, w czasie drogi?
- Dobrze.- Marika rozejrzała się wokoło.
Zastanawiała się, czy Dorian jest już w auli. Tak by chciała go jeszcze zobaczyć, przytulić, przed podpisaniem Księgi. Pewnie to dla niego ciężki dzień. Który z Rebelsów by chciał podpisywać tą księgę i nie iść za losem serca?
Gdy Marika weszła do auli, na czubku jej głowy zalśniła złota korona. Księżniczka mogłaby przysiąść, że jeszcze przed chwilą jej nie miała. Ścisnęła dłoń Konrada, nie mogła uwierzyć, że już dzisiaj jest ten wielki dzień, na który czekała cały rok. Chłopak spojrzał jej w oczy i uśmiechnął się.
- Nie martw się, wszystko będzie dobrze.- pogłaskał ją po poliku i dał całusa w czoło.
Księżniczka uśmiechnęła się mimowolnie i odeszła, by stanąć na swoim miejscu, w kolejce na schody.

Rozdział 20
Z każdą sekundą serce księżniczki biło coraz szybciej. Przez całe swoje życie była pewna, że będzie posłusznie podążać  za przeznaczeniem, wyznaczonym przez jej matkę, lecz teraz, gdy za parę chwil będzie miała podpisywać Księgę Legend, miotały nią wątpliwości.
Co jeśli po nie podpisaniu Księgi nie zrobi "puf"? Co jeśli niepotrzebnie ją podpisze, tym samym odtrącając swoje uczucia? Przecież na prawdę kocha Doriana. Naprawdę.
Nagle do niej doszło, że nigdy więcej może go nie widzieć na oczy. Niespodziewanie rzuciła się na Doriana, stojącego przed nią i zaczęła go tulić.
- Hej, co jest?- zapytał, odwracając się do niej przodem
W jego głosie było słychać troskę. Położył jedną rękę na jej ramieniu, a drugą podniósł jej podbródek tak, by mógł spojrzeć jej w oczy. Marika patrzyła na niego przerażona, nie mogąc wydusić z siebie żadnego słowa.
- Ja... stęskniłam się za Tobą.- uśmiechnęła się sztucznie
Chłopak zmierzył ją wzrokiem, po czym uśmiechnął się pogodnie.
- Przecież widzieliśmy się niecałą godzinę temu.
- Tak, wiem.
- No to? Powiesz mi prawdę czemu byłaś przed chwilą taka przerażona?
Marika zwlekała z odpowiedzią. Nie chciała przyznać, że postępowanie Rebelsów nie jest okropne, tylko słuszne.
Dorian patrzył na nią, wyczekując odpowiedzi. Nie popędzał jej. Wiedział, że jeśli będzie chciała, to mu wszystko powie.
- Ja...- zaczęła, ale szybko spuściła wzrok.Nie była w stanie powiedzieć tego, patrząc mu prosto w oczy.- Mam pewne wątpliwości co do tej księgi.
Spojrzał na nią zdezorientowany. Nie spodziewał się takiego wyznania z jej strony. Stał w ciszy. Nie wiedział co ma jej odpowiedzieć.
- Jestem beznadziejna.- westchnęła i oparła się o jego tors- Im bliżej chwili, na którą tak czekałam w moim życiu, tym bardziej jestem niezdecydowana. A przecież powinnam już być pewna co chcę robić w życiu.
- Nie mów tak.- odparł spokojnym tonem i pogłaskał ją po włosach.
Marika odsunęła się od niego o krok i spojrzała mu w oczy.
- Jak?
- Nie obrażaj samej siebie. Wcale nie jesteś beznadziejna. Jesteś niesamowita. Już dawno nikogo, kogo poznałem, nie podziwiałem tak bardzo jak ciebie.
Te słowa bardzo poruszyły sercem młodej księżniczki.
- Jesteś najczarowniejszym przyjacielem pod słońcem.
Powtórnie wtuliła się w niego i westchnęła cicho. Chłopak pachniał dziś przepięknie, Według księżniczki był to najcudowniejszy zapach, jaki w życiu miała okazję spotkać.
Na mównicę w auli wkroczył dumnym krokiem dyrektor Grimm. Nic się nie odzywał. Dopiero gdy wszyscy uczniowie się uciszyli, zaczął ceremonię.
- Witam was serdecznie na ceremonii Podpisania Księgi Legend, nazywanej przez wielu Dniem Dziedzictwa. To najważniejszy i, jak mniemam, najpiękniejszy dzień w życiu każdego ucznia naszego baśnioceum. Mam nadzieję, że dzięki temu będziecie dumnie kroczyć ścieżkami późniejszego życia, aż po kres. Zacznijmy ceremonię! Jako pierwszą, do podpisania Księgi, zapraszam White Swan.
Odsunął się od mównicy, a księżniczka łabędzi wyłoniła się z tłumu i zaczęła wchodzić po schodach na scenę.
Ciągnęła się za nią długa suknia z białych, łabędzich piór, a na jej czarnych włosach mienił się w słońcu srebrny diadem. Podeszła do Księgi, uśmiechnęła się do wszystkich uczniów i nauczycieli, jak również do operatorów kamery, z kanały "Bajeczne Wieści".
- Witajcie!- zaczęła władczym tonem.- Jestem White Swan, córka księżniczki łabędzi i dziś, przed wami wszystkimi, przyrzekam iść za moim przeznaczeniem.
Wyciągnęła dłoń do góry, a spadające z nieba łabędzie pióro zamieniło się w błyszczący klucz. Złapała go i włożyła w kłódkę od księgi, jednocześnie obracając go o czterdzieści stopni, zgodnie z ruchem wskazówek zegara, tak jak na próbach instruował ich dyrektor. Księga otworzyła się, wypełniając całą aulę blaskiem. Przed księżniczką ukazało się kilka stron innych uczniów, aż w końcu księga ukazała jej kartę. Spojrzała na jeden z obrazków, który przedstawiał część jej historii, po czym ujęła pióro, które pojawiło się przed nią i z radością podpisała się na dole strony. Jej podpis pozłocił się, a księga zamknęła się z hukiem. W auli rozległ się hałas oklasków i wiwatów. Oczywiście nie zabrakło również okrzyków niezadowolenia, ze strony niektórych Rebelsów. White zeszła ze sceny, po przeciwnej stroni, niż jak weszła, a po niej wkroczyła Lili Ella, córka Złej Siostry Kopciuszka. Widać było na jej tworzy wyraz niezdecydowania. Marika jednak nie jest jedyną księżniczką, która z początku pragnęła swojego przeznaczenia, a dzisiaj- nie była tego taka pewna.
Koniec końców podpisała księgę, robiąc miejsce kolejnym uczniom. Nagle nadszedł czas na Doriana. Gdy dyrektor wypowiedział jego nazwisko, ten znieruchomiał i nie był w stanie zrobić żadnego kroku.

Rozdział 21
- Dorian...- córka Elsy wyszeptała cicho, nie mówiąc nic więcej
Wiedziała, że chłopak nie chce podpisać księgi, ale nie chciała uwierzyć, że nawet  nie wejdzie na scenę.
Nagle wyłonił się z tłumu, a Marika odetchnęła z ulgą. Stał w miejscu tylko kilka sekund, jednak dla księżniczki było to jak rok.
Po schodach wchodził bardzo powoli, jakby od niechcenia, jednak gdy dyrektor spojrzał na niego srogim wzrokiem, od razu przyspieszył. Pan Grimm przeszywał go wzrokiem tak długo, dopóki Dorian nie stanął przy mównicy.
Chłopak spojrzał na tłum uczniów z przymrużonymi oczami. Gdy jego wzrok natknął się na Marikę i zobaczył jak patrzy na niego błagalnie, spuścił wzrok na Księgę. Długo nic nie mówił, zbyt długo. Nad jego ramieniem pojawił się błyszczący, wykonany z brązu klucz. Wziął go drżącymi rękoma i oglądał go przez jakiś czas zdenerwowany. Na kluczu starannie były wykonane nawet najmniejsze detale, takie jak małe piórka i krótki tekst z książki jego ojca. Wreszcie włożył klucz do otworu w książce i niepewnie go przekręcił. Gdy książka się otworzyła i zaczęła kartkować strony, bicie jego serca momentalnie wzrosło. Oddech się przyspieszył i zrobiło mu się gorąco. Przerażonym wzrokiem wpatrywał się w ruchomy obrazek, przedstawiający  jego historię. Chłopak przypuszczał, że to najnudniejszy obrazek w całej Księdze. Na każdej scenie siedział on przy biurku, przepisując cały czas utwory swego ojca.
Po chwili pojawiło się przed nim lustro, ukazujące jego przyszłość. Obok niego stała jakaś kobieta, przytulając małe dziecko. Nie znał tej kobiety, a przynajmniej nie przypominał sobie, żeby kiedyś ją spotkał. W końcu zrozumiał- to jego przyszła żona. Pokręcił głową z niedowierzaniem. Pojawiło się przed nim pióro. Wziął je do ręki, zmarszczył brwi i przekreślił całą stronę, po czym zamknął księgę z hukiem i spojrzał na tłum.
Wszyscy patrzyli na niego przerażeni. To już nie była ta udawana "Księga Legend", którą Raven nie podpisała. To była prawdziwa Księga Legend. Co się teraz stanie? Wszyscy nieruchomo czekali na następne zdarzenia.
Dorian spojrzał na siebie z uśmiechem.
- Nie znikną...
Lecz nie dokończył słowa, bo w auli z hałasem zaczęły rozbijać się wszystkie lustra.
Zapanował hałas i chaos. Uczniowie zaczęli z przerażeniem wybiegać z sali, chować się pod krzesłami lub pod innymi meblami.
Jedyną osobą, która nadal stała nieruchomo na widowni była Marika. Stała i patrzyła przerażona w oczy chłopaka. Ten poczuł, jak pęka mu serce. Nie chciał jej skrzywdzić i nie chciał, żeby była smutna, czy przestraszona. Zrobił pierwszy krok, żeby do niej podejść lecz ta była szybsza. Podbiegła do niego i przytuliła go w pasie, trzęsąc się ze strachu.
Nagle ostatnie lustro, które było w kolejce do roztrzaskania zaczęło się błyszczeć i mienić wszystkimi kolorami. Po chwili kolory w nim zaczęły wirować, a Marika z Dorianem poczuli jak lustro zaczyna ich wciągać. Księżniczka zaczęła krzyczeć i wyrywać się lecz była o wiele słabsza od mocy lustra.
Gdy Monika zobaczyła co się dzieje z jej kuzynką, bez zastanowienia podbiegła do niej i zaczęła ciągnąć ją w swoją stronę. Bezskutecznie. Lustro zaczęło wciągać i ją. Mimo wielkiego wysiłku całej trójki, lustro wciągnęło ich bez najmniejszej przeszkody, po czym "zamknęło się' i wróciło do normalnej formy- najpospolitszego lustra w Krainie Baśni. A po trójce uczniów... nie zostało śladu.

CIĄG DALSZY NASTĄPI...~

14 komentarzy:

  1. Awwww *_* I to właśnie przykład cudownej historii z Dorianem XDD

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeja,więcej <3 super! Co Ty masz z polskiego... Tylko zazdrościć <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czwóreczkę ^^'
      A już niedługo dodam kolejny rozdział ;)

      Usuń
  3. Ja chce więcej *0*.
    Mint Leaf

    OdpowiedzUsuń
  4. Super,super,super,świetne!

    OdpowiedzUsuń
  5. Te opowiadanie jest genialne! Najlepsze co czytałam w internacie! :D Ja chcę więcej!

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne opowiadanie *. * super piszesz! :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękne opowiadanie *. * super piszesz! :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękne opowiadanie *. * super piszesz! :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękne... Tym jednym słowem pragnę wyrazić wszystko...

    OdpowiedzUsuń